sobota, 9 marca 2013

the wind of change

potrafię wyczuć wiatr. wyczuć jego intencje, kiedy przynosi coś dobrego, a kiedy niepokojącego. zawsze przynosi zmianę.
bardzo wiało w piątek i myślałam "o!ho, będzie ciężki weekend". od kilku tygodni szykowałam się na rozmowę z mamą. wiatr mi trochę pomógł. sama rozmowa niewiele. czas pokaże, nie walczę, idę przed siebie i obserwuję co się wydarzy. Poczekam na dobre wiatry... let it be.

czwartek, 7 marca 2013

Goa

Lidka i Piotrek wrócili z Indii...
ja chcę na Goa i też koniecznie z domkiem na plaży ^^

poniedziałek, 18 lutego 2013

mandaty

chyba muszę odkładać kasę na swoje auto, bo mandaty ciągle przychodzą na Henrykę Lipską-Oliwa :/

sobota, 9 lutego 2013

Babcia

wszyscy święci balują w niebie...


znamy dzień i godzinę 8 luty 2:20.
pogrzeb w poniedziałek godz. 14:00.

środa, 6 lutego 2013

pogoda

ten post będzie totalnym mish-mashem, ale w końcu jest o pogodzie.

dziś jechałam do Wrocławia najpierw w ciemnościach (5:40 wyjazd z Dębna), potem w szarudze, przed Zieloną zaczął sypać śnieg, przez zaspy w Zielonej ledwo przejechałam, do Legnicy widziałam na białym tle tylko światła auta przede mną i konary drzew na bokach. Za Legnicą nagle czarna droga, dojeżdżam do Wrocławia rażące słońce...

idę przez Rynek. świeci słońce. słyszę znajomą melodię. ktoś gra na gitarze. na dźwięk muzyki uciekam, nie chcę jej, kojarzy się z przeszłością. ale muzyka za mną biegnie i nagle dociera do mnie pozytywna myśl. staję, słucham, nie rusza mnie, jestem spokojna, bo ta piosenka już dawno przestała być częścią mnie.
stoję w słońcu, słucham i się uśmiecham.
życie jest jak pogoda. U S. też wyszło słońce :)

teraz siedzę u rodzinki we Wrocławiu. Rodzinka na feriach, Dziadek na próbie chóru. ja piję piwo w dość szybkim tempie jak na mnie, aby zdążyć zanim Dziadek wróci. Dziadek... tylko on został mi z tej generacji. Dziś psycholog mnie zapytał, czy znałam Babcię? Zatkało mnie, myślę o Babci, która właśnie umiera... a on "Mamę Pani Mamy"... a! nie, nie znałam.

Wczoraj byłam na kolejnym pogrzebie. Kolejnym, bo w ostatnim czasie jakoś staję się bywalcem. Ninka. Pani Ninka. sąsiadka Babci. Jedna z tych osób - jak to D. mówi - prosta, ale o złotym sercu. Pomagała nam opiekować się Babcią, bezinteresownie, zawsze na zawołanie. Była na pogrzebie Dziadka, na stypie, prawie jak rodzina, obecna od zawsze, odkąd ja istnieję. Szykujemy się na pogrzeb Babci, ale nikt się nie szykował na pogrzeb Ninki. Jeszcze jedną taką "uroczystość" muszę teraz przetrzymać. Nie znamy dnia ani godziny.

Zaparkowałam między kościołem a sklepem. zgasiłam silnik. "a może pójdę?... dobra idę". nagle pukanie w szybę, już widzę, że kobieta chce na wino, machnęłam ręką. ona dalej stoi. dobra, muszę wyjść. robi biedną minę: "Pani ma Pani 2-3zł? na chleb i mleko, dzieci głodne". "nie dam", odwracam się idę do kościoła i myślę sobie jaka ze mnie szuja. posiedziałam z 5 min. wracam, ona stoi. i dzieje się coś, co robię zupełnie... odważnie. podchodzę, a ona już z daleka, jakby mnie nie poznawała
"szczęść boże, 3zł..."
"ja Pani kupię ten chleb"
konsternacja... "no ale co mi po chlebie, ja pięcioro dzieci mam, wszystkie głodne"
"nie interesuje mnie to, ja Pani proponuję kupienie chleba, chce Pani?"
"no ale... to coś do chleba!"
robię się niecierpliwa "kupię Pani chleb i mleko"
"a co mi po mleku?"
"nie to nie" czekam na reakcję, ale ona się obrażona obraca. obracam się i ja i idę w swoją stronę... "czyż na początku kobieto nie prosiłaś o chleb i mleko? - myślę. nie rozwiążę wszystkich problemów świata. mam swoje.

Zatem wspomniałam, że byłam u psychologa. Drugi raz w moim życiu, u innego. Po pierwszym (a raczej pierwszej) wsiadłam w auto, pojechałam na hot-doga i wróciłam do domu. Po drugim poszłam do kościoła, kupiłam piwo i myślę.





czwartek, 31 stycznia 2013

sobota, 26 stycznia 2013

koszmary

od dłuższego czasu śnią mi się koszmary. wypadki, maltretowane psy, potwory, które mnie gonią, wycieczki na których czegoś zapominam, ludzie o groźnych twarzach...
dlaczego?
przeziębienie, drugi dzień cały w domu, remont, rozpierducha?
budzę się i nie mogę spać.
i uwielbiam to, że cały senny strach mija, kiedy budzę się koło Niego. i choć zawija się w swoją kołdrę, to chociaż mogę czoło oprzeć na Jego ramieniu. a jak się obudzi to przytuli.
chcę już się wyprowadzić. czekam na to jak na zbawienie.