Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 listopada 2012

bacha party

o jeden kieliszek za daleko... :/

ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P

p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*

czwartek, 1 listopada 2012

unplugged

dzień wielce wkurwiający. ale na jego koniec, na powrót z cmentarza w "Trójce" Nirvana Unplugged in New York. W aucie milcząca ( w końcu) Henia, Ciocia i Kuzynka, ja napompowana emocjami, ale gdy słyszę głos Kurta wszystko ze mnie uchodzi, taka nirvana... nie mam komu przekazać swojego entuzjazmu, więc pozwalam mu wirować samemu w mojej głowie, z lekkim uśmiechem na twarzy "ommmm" ^^

z każdym dniem bez Leszka coraz bardziej Go rozumiem. Rozumiem jego złość, wybuchy, opadające ręce, brak siły i w końcu poddawanie się. On też nie był złoty, ale H. czasem potrafi człowieka zniszczyć.

uświadomiłam sobie, że jakiekolwiek Święta, w przeciągu mojego całego życia, czy Wszystkich Świętych, czy Boże Narodzenie, Wielkanoc - zawsze były obchodzone w wielkim stresie. bo szefowa całego zamieszania coś sobie zaplanowała, ustaliła sama z sobą i TAK MA BYĆ.

mam wrażenie, że Leszka od jakiegoś czasu nie ma obok nas. na początku bardzo czułam Jego obecność, później trochę mniej, a teraz wcale. dawno mi się też nie śnił, mimo iż ciągle jest obecny w naszych rozmowach i moich myślach. może układa sobie tam "życie", poopiekował się nami, teraz trochę podróżuje, może odwiedza starych znajomych na tym, bądź na tamtym Świecie.

Stanął pomnik, z napisem "W życiu piękne są tylko chwile" - uwielbiał tę piosenkę, ale jeszcze bardziej lubił powtarzać te słowa, wtrącając przed nimi "eh..." To tak pasuje do Jego szybkiego życia i jeszcze szybszej śmierci.

Ale dziś nie Dżem, a melancholijny Kurt i ten piękny bas na początku "Come as you are". Dawno nie miałam nowego utworu do wałkowania. Dziś wieczór wałkuję unplugged, najpierw Nirvana, potem Alice in Chains, a jak wystarczy nocy to jeszcze Pearl Jam.



http://www.youtube.com/watch?v=ud9gVs-H9d8 Alice in Chains
http://www.youtube.com/watch?v=soQsPMRQWtI Pearl Jam

sobota, 1 września 2012

30.08.2011-30.08.2012

minął rok odkąd nie ma Leszka. nic pod tym względem się nie zmieniło. nadal strasznie boli. jakby wszystko wydarzyło się wczoraj...
przed wyjazdem i przed samą rocznicą poszliśmy na cmentarz. zabrzmiało wish you were here. to jedyna piosenka, której nie było na pogrzebie. odtwarzacz ją przeskoczył. było mi przykro z tego powodu, ponieważ Tato ją uwielbiał i pamiętam jak mi opowiadał, że została napisana po odejściu z zespołu gitarzysty Syda Barretta. po pogrzebie Irena stwierdziła, że dobrze, że piosenka nie poleciała bo rozpieprzyła by nas jeszcze bardziej. może Leszek tego nie chciał... może wolał posłuchać jej za rok.
natomiast ja ok 13:00 30.08.2012 byłam już w Chorwacji gdzieś pomiędzy Splitem a Vodicami i gdzieś pomiędzy 9 a 10 wkurwem na cały srainbołowski świat i próbowałam się ratować myśleniam o Chorwacji z Leszkiem i Henią, ale wtedy chciało mi się ryczeć, więc starałam się zachować uśmiech na twarzy, aby ludzie nie widzieli i chyba pierwszy raz w swojej karierze pilota wycieczek dostałam aż takiego słowotoku. gadać gadać gadać!!! a pomiędzy gadaniem pomagał mi swoją energią kierowca Pero i dziękowałam Bogu, że akurat z nim jadę...

Tato, how I wish You were here...



niedziela, 6 maja 2012

dzień później

cudowne przenikanie siebie wzrokiem po 1 dniu siebie niewidzenia ^^

cudowne wariactwo ^^

cudowne uczucie, które wypełnia mnie całą od środka. po każdy kraniec mojego ciała. chęć zatrzymania chwili, stanu, szczęścia. jakbym nie widziała Go z tydzień co najmniej. i ta piosenka, która mnie zaraz utuli do snu... a opowiada wszystko o naszym domu :) 

home is wherever I'm with you

sobota, 24 marca 2012

We Found Love in hopeless place...

... bo trochę tak jest. znaleźliśmy siebie. i ze świadomością, że jest i będzie ciężko - brniemy dalej :*

lubię początek. nie lubię wstawek techno. lubię kadry i kolory. lubię słowa. nie lubię końca.



niedziela, 26 lutego 2012

a new chapter

postanowiłam otworzyć nowy rozdział, który wprawdzie zaczął się już jakiś czas temu, jednak teraz chcę go umieścić na nowych kartach. jakiś impuls? wydarzenie? tak. być może. wydarzenia i decyzje, które miały swój początek ponad rok temu (wieczność?) i pół roku temu (już) i 4 miesiące temu (już? dopiero?) i w tej chwili, kiedy wpisuję ten post.
coś się kończy, coś się zaczyna.
coś się skończyło, coś zaczęło i trwa...

A ile?
Tyle przede mną co za mną, a może więcej, może mniej.
A ile?
życia wyzwań zmartwień radości podróży fotografii przygód miłości

na dobry kolejny początek - piosenka, która śpiewa, tłumaczy i odpowiada "wiele"...