wprowadziliśmy się w niedzielę. do 01:00 w nocy K. układał podłogę, ja skrobałam zaschnięte kleksy tynku, skręcaliśmy łóżko, zamiataliśmy, przewieźliśmy tonę gratów, włączyliśmy lodówkę. zasnęliśmy wykończeni, aby obudzić się o 5:55, bo o 6:41 miałam pociąg do Wrocławia. uciekł. wsiadłam w następny o 6:47.
znów to uczucie. coś się zaczęło, a ja pakuję walizkę i wyjeżdżam. planowałam wyjazd do Wrocka od dawna, ale akurat wypadł na moment naszego zamieszkania. smutno mi, że nie mogę uczestniczyć w dalszym kładzeniu podłogi, kafelek w kuchni i skręcania mebli. z drugiej strony, jak to mój Tato mówił "znów dupa cię swędzi". swędziała mnie już od tak długiego siedzenia na miejscu ;)
jechałam 7h pociągiem. 3h do Zielonej i 4h od Zielonej na plastikowych czerwonych siedzeniach rozgrzanych do takiej samej czerwoności jak ich barwa. we Wrocławiu ucieszyłam się, że mogę w końcu wstać. jedyny plus to przeczytanie całej 200-stronicowej książki. od deski do deski. to pierwsza książka, którą przeczytałam do końca od... bardzo dawna. są plusy siedzenia na dupie przez 7h.
jestem drugi dzień. myśli odrywam od Dębna. wkręciłam się w moje sprawy tutaj, czyli doktorat. i cały czas biegam. męczy mnie duże miasto, męczą mnie przystanki i tramwaje, czas. ciągle mnie goni czas. miałam siedzieć w bibliotece, a tymczasem gonię, aby zdążyć ze wszystkim. cieszą mnie spotkania.
jadę tramwajem i wspominam studenckie, beztroskie życie we Wrocławiu. kurna, to przecież było tak niedawno, a jakoś już nie widzę takiej iskry w tym mieście. starość, ale radość, bo jakoś żalu nie mam. tylko wzdycham z sentymentem i cieszę się, że jestem już teraz w innym czasie, realiach, życiu. fajnie było, ale teraz też jest mi dobrze, choć życie kładzie teraz więcej kłód pod nogi i częściej i takie większe. mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi sił, aby stawiać kroki wysoko, ponad tym wszystkim.
wtorek, 19 listopada 2013
czwartek, 14 listopada 2013
finanse
jeszcze chyba nigdy w moim życiu nie było tak krucho z kasą jak teraz. mieszkanie pochłania absolutnie wszystko. przekroczyliśmy zakładany budżet urządzenia mieszkania, a ze wszystkich pomieszczeń można powiedzieć, że jest zrobiona tylko łazienka... bez pralki i zlewu. W kuchni jeszcze brakuje blatów, płyty gazowej i zmywarki. Zmywarka to na razie luksus, więc póki co odkładamy jej zakup na lepsze czasy. Jeszcze łóżko, kanapa, szafy, szafki... pokoje są zupełnie gołe. Mamy nową datę "0" - ten weekend wprowadzamy się! o ile dziś naprawią nam piec -_-'
przy remontowym optymizmie trzyma mnie teraz wizja naszej własnej choinki w salonie ^^ choćby miała być jedynym meblem w tym pomieszczeniu :P
przy remontowym optymizmie trzyma mnie teraz wizja naszej własnej choinki w salonie ^^ choćby miała być jedynym meblem w tym pomieszczeniu :P
czwartek, 7 listopada 2013
poniedziałek, 4 listopada 2013
sny i jawy
wróciły sny o sezonie. zatrzymują mnie na granicy, sadzają przy biurku i pytają po angielsku o przepustkę, trasę, ludzi i że kim ja jestem? pilotem? co taki pilot robi? a ja się silę po angielsku, choć na usta mi się cisną serbskie słowa. koszmar.
pożegnaliśmy domek w lesie, a nasz kąt dalej czeka na zamieszkanie. to zabraknie kafelek, to piec niepodłączony, to się coś opóźnia itd. itp. tymczasowo przygarnęła nas H. wygodnie, ale dalej na walizkach i nie u siebie.
zimno. kot już nawet nie chce z domu wychodzić.
otwieram jej drzwi i mówię zachęcająco "no idź"
a ona patrzy się na mnie jakby miała mnie i cały ten świat baaaardzo głęboko gdzieś i odpowiada "sama se idź"
dni mijają szybko. raz jest mnóstwo do zrobienia. a innym razem leżymy pół dnia w łóżku.
doktorat leży i czeka na lepsze czasy, które właściwie już powinny przyjść.
w ostatnim miesiącu było różnie. emocje raz rosły i radość wznosiła na szczyty, a innym razem emocje opadały i pojawiały się wątpliwości i jesienne letargi.
i tak jakoś powoli, bez pośpiechu, wszystko idzie ku dobremu...
jak to Ivan kiedyś stwierdził "Bahoo wszystko robisz na odwrót"
Rzeczywiście. Dzieci już są, kredyt jest, mieszkanie się robi, zatem do kompletu jeszcze się hajtniemy ;) - taki piękny antystandard.
Oficjalnie z dziewczyny stałam się narzeczoną ^^
Kiedy ślub?
a nie wiem.
bardziej podoba mi się "narzeczona" niż "żona" ;)
pożegnaliśmy domek w lesie, a nasz kąt dalej czeka na zamieszkanie. to zabraknie kafelek, to piec niepodłączony, to się coś opóźnia itd. itp. tymczasowo przygarnęła nas H. wygodnie, ale dalej na walizkach i nie u siebie.
zimno. kot już nawet nie chce z domu wychodzić.
otwieram jej drzwi i mówię zachęcająco "no idź"
a ona patrzy się na mnie jakby miała mnie i cały ten świat baaaardzo głęboko gdzieś i odpowiada "sama se idź"
dni mijają szybko. raz jest mnóstwo do zrobienia. a innym razem leżymy pół dnia w łóżku.
doktorat leży i czeka na lepsze czasy, które właściwie już powinny przyjść.
w ostatnim miesiącu było różnie. emocje raz rosły i radość wznosiła na szczyty, a innym razem emocje opadały i pojawiały się wątpliwości i jesienne letargi.
i tak jakoś powoli, bez pośpiechu, wszystko idzie ku dobremu...
jak to Ivan kiedyś stwierdził "Bahoo wszystko robisz na odwrót"
Rzeczywiście. Dzieci już są, kredyt jest, mieszkanie się robi, zatem do kompletu jeszcze się hajtniemy ;) - taki piękny antystandard.
Oficjalnie z dziewczyny stałam się narzeczoną ^^
Kiedy ślub?
a nie wiem.
bardziej podoba mi się "narzeczona" niż "żona" ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)