jeszcze 2 dni tego Roku. Chcę już go zamknąć i zacząć wszystko od nowa. Bez PZU, z nową pracą, z mieszkaniem, z chłopakiem którego kocham, z przyjaciółmi dla mnie bliskimi, z akceptacją rodziny i z nadzieją na poukładanie tego mojego, małego, prywatnego, życiowego bajzlu.
a Boże Narodzenie?
spokojna Wigilia, bez Dziadka, z chorą Babcią, ale za to przełomowo - oficjalnie z K.
kolejny dzień u brata K. - druga rodzina :)
i z przyjaciółkami, kuzynką i koleżankami - u "Fajnych Babek"
miło, sympatycznie, z oczyszczającymi rozmowami, pięknie, trochę smutno i bardziej wesoło, zwariowanie... with so many people, in so many places, without time.
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
bye bye dyżury
siedzę na moim ostatnim w życiu (mam nadzieję) dyżurze w PZU. oczywiście jak przez cały rok klientów było niewielu, tak dzisiaj drzwi się nie zamykają. jestem dodatkowo na poświątecznym kacu i energii we mnie niewiele, ale jak sobie pomyślę, że za 40 min stąd wyjdę, zamknę drzwi i już nie będę musiała tłumaczyć ludziom, że to NIE PZU Życie, nie będę musiała siedzieć za tym biurkiem i słuchać o komarkach, bzykach i innych pojazdach, użerać się z klientami nieznośnymi i nie będę musiała płacić czynszu za siedzenie tutaj - to pojawia się wielki banan na mojej twarzy :)
środa, 19 grudnia 2012
[*] 18.12.2012
przed śmiercią Taty byłam u wróżki. o tym, co za chwilę miało stać się z Tatą wiedziałam, ale powiedziała również, że w przeciągu dwóch lat odejdzie jeszcze jedna osoba. Wczoraj Ojciec Taty dołączył do innego świata. Dziadek, którego tak naprawdę do końca nie znałam, ani on nie znał mnie. mimo wszystko nastrój Świąt zmienił się diametralnie. pogrzeb w piątek o 13:00. kolejny pogrzeb.
sobota, 15 grudnia 2012
zimowy miś
gdybym mogła przespałabym zimę. albo przesiedziała pod kocem z grzanym winem i książkami. ale nie, życie zapierdziela i kiedy nie dzieje się nic to ja biorę WSZYSTKO i zapierdziel mam jeszcze większy. i jak zwykle przed Świętami, pomijając wszelkie porządki, których zrobiłam może 10% w całym domu. tym razem mam postanowienie, że nie będę ubierać choinki w nocy i że w Wigilię nie będę odkurzać... czy się uda? -_-
p.s. tak sobie myślę, że jeszcze mogłabym przeleżeć w ciepłym łóżku, przytulona do mojego naturalnego K.aloryfera ;)
p.s. tak sobie myślę, że jeszcze mogłabym przeleżeć w ciepłym łóżku, przytulona do mojego naturalnego K.aloryfera ;)
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Oprah Winfrey i IKEA
w ten weekend odpoczęliśmy, wyspaliśmy się i wyluzowaliśmy ^^
szalony weekend we Wrocławiu z Lidzią, Piotrkiem, Madzią, Gajosem, jego kolegą i Oprą Winfrey :P
special cookies znów dały radę, ale największa furorę zrobiła laska, która cookies nie jadła:
Madzia - coś o wywiadzie z Oprą Winfrey
Laska - ej to Ty ją znasz?!
Madzia - eeee Oprę? no osobiście jej nie znam O_o (wtf?)
pozostali leją, ale ona ciągnie temat dalej
Laska - eeeeej (do kumpla) wiesz kto to jest? to jest laska mojego byłego faceta, ale nie wiedziałam, że jest znana i daje wywiady...
buhahahahha! ja przynajmniej umarłam xD
ale była też kolej na mnie:
Madzia - o jakimś przepisie
ja - zawias
Lidka - no bo (ona - pokazując na Magdę, ale ja tego nie widzę) taką koleżanką jest, że nigdy nie chce podać przepisów, nic nie powie...
ja - kurde, to taka sucz z niej
Lidka - (konsternacja) eee, to nie ja powiedziałam!
ja - (otrząsając się) ej, czy mówimy o jakieś Twojej koleżance, czy Madzi?
wszechobecne buhahahahha -_-'
Laska - ... no i ta kobieta podała kino do sądu, bo była na filmie pornograficznym w 3D i wszystko było tak realistyczne, że zaszła w ciążę. w ogóle to urodziła czarne dziecko i akurat w tym filmie był czarny aktor...
ja - no to całe szczęście!
:P
"Kuuuuurde" - jakby powiedziała Lidka - zajebisty był ten wieczór! :)
a na następny dzień AKCJA IKEA!
ja pitolę, już myśleliśmy, że nigdy stamtąd nie wyjdziemy! na początku szał, tyle inspiracji, łażenie z miarkami, zaglądanie do każdej szafki, świrowanie w każdej łazience, a na końcu:
"Bacha już nic do mnie nie mów! chodź, bo będziesz musiała mnie reanimować!"
spędziliśmy tam z 3h i zrobiliśmy zakupy stulecia:
pościel
2 butelki
korkociąg
pędzelki do ciast
i namiot cyrkowy dla dzieciaczków
-_-
szalony weekend we Wrocławiu z Lidzią, Piotrkiem, Madzią, Gajosem, jego kolegą i Oprą Winfrey :P
special cookies znów dały radę, ale największa furorę zrobiła laska, która cookies nie jadła:
Madzia - coś o wywiadzie z Oprą Winfrey
Laska - ej to Ty ją znasz?!
Madzia - eeee Oprę? no osobiście jej nie znam O_o (wtf?)
pozostali leją, ale ona ciągnie temat dalej
Laska - eeeeej (do kumpla) wiesz kto to jest? to jest laska mojego byłego faceta, ale nie wiedziałam, że jest znana i daje wywiady...
buhahahahha! ja przynajmniej umarłam xD
ale była też kolej na mnie:
Madzia - o jakimś przepisie
ja - zawias
Lidka - no bo (ona - pokazując na Magdę, ale ja tego nie widzę) taką koleżanką jest, że nigdy nie chce podać przepisów, nic nie powie...
ja - kurde, to taka sucz z niej
Lidka - (konsternacja) eee, to nie ja powiedziałam!
ja - (otrząsając się) ej, czy mówimy o jakieś Twojej koleżance, czy Madzi?
wszechobecne buhahahahha -_-'
Laska - ... no i ta kobieta podała kino do sądu, bo była na filmie pornograficznym w 3D i wszystko było tak realistyczne, że zaszła w ciążę. w ogóle to urodziła czarne dziecko i akurat w tym filmie był czarny aktor...
ja - no to całe szczęście!
:P
"Kuuuuurde" - jakby powiedziała Lidka - zajebisty był ten wieczór! :)
a na następny dzień AKCJA IKEA!
ja pitolę, już myśleliśmy, że nigdy stamtąd nie wyjdziemy! na początku szał, tyle inspiracji, łażenie z miarkami, zaglądanie do każdej szafki, świrowanie w każdej łazience, a na końcu:
"Bacha już nic do mnie nie mów! chodź, bo będziesz musiała mnie reanimować!"
spędziliśmy tam z 3h i zrobiliśmy zakupy stulecia:
pościel
2 butelki
korkociąg
pędzelki do ciast
i namiot cyrkowy dla dzieciaczków
-_-
czwartek, 6 grudnia 2012
jarmark
jarmark świąteczny we Wrocławiu, czyli bajki, karuzele, aniołki, króliki i lizaki.
my zmarznięci i wyczerpani
K. z pustymi kieszeniami
dzieciaczki happy ;)
Królowa Śniegu!!
łihihi!
Michałek, a co myślisz o tym aniołku?
my zmarznięci i wyczerpani
K. z pustymi kieszeniami
dzieciaczki happy ;)
Królowa Śniegu!!
łihihi!
Michałek, a co myślisz o tym aniołku?
las
ostatni weekend spędziliśmy z dzieciaczkami w Toniowo-Ivanowo-Dušanowym lesie i we Wrocławiu :)
bardzo intensywne 3 dni, z czego 0,5 dnia w aucie z malowankami, paluszkami, bakusiami, kubusiami, bananami, śpiącym od czasu do czasu Michałkiem, nudzącą się Agatką i (dzięki Bogu mamy XXI wiek!!) laptopem z bajkami :P
w leśniczówce nas pięknie ugościli. dzieciaczki poznały Ciocię Tonię, wujka Ivana, małego wszech-gryzącego Dušana, Babcię Kazię, wujka Michała i co najważniejsze psa i pięć kotów. pojechaliśmy w ten weekend, aby dzieci zobaczyły jarmark świąteczny we Wrocławiu, ale i tak leśniczówka przebiła wszystko - "kiedy wrócimy do tego miejsca, gdzie jest dużo kotków?" ^^
zatem kadry z lasu:
i z leśniczówki:
bardzo intensywne 3 dni, z czego 0,5 dnia w aucie z malowankami, paluszkami, bakusiami, kubusiami, bananami, śpiącym od czasu do czasu Michałkiem, nudzącą się Agatką i (dzięki Bogu mamy XXI wiek!!) laptopem z bajkami :P
w leśniczówce nas pięknie ugościli. dzieciaczki poznały Ciocię Tonię, wujka Ivana, małego wszech-gryzącego Dušana, Babcię Kazię, wujka Michała i co najważniejsze psa i pięć kotów. pojechaliśmy w ten weekend, aby dzieci zobaczyły jarmark świąteczny we Wrocławiu, ale i tak leśniczówka przebiła wszystko - "kiedy wrócimy do tego miejsca, gdzie jest dużo kotków?" ^^
zatem kadry z lasu:
i z leśniczówki:
mgła
dziś za oknem śnieg, ale wykopałam mgliste zdjęcia z Wrocławia sprzed 2 tygodni...
ostatnio mam własnie wrażenie, że jestem we mgle, wszystko jest takie jak ze snu. nie jest źle, ale nie jest też dobrze. mgła wisi w powietrzu.
ostatnio mam własnie wrażenie, że jestem we mgle, wszystko jest takie jak ze snu. nie jest źle, ale nie jest też dobrze. mgła wisi w powietrzu.
środa, 28 listopada 2012
sprawiedliwość
stoję przy kasie w Biedrze, na taśmę wykładam 3 duże wkłady do zniczy. patrzę na nie jak się poruszają na taśmie. nagle czyjaś ręka kładzie za nimi 3 puszki taniego biedronkowego piwa i w tym samym momencie do moich nozdrzy dociera straaaszny smród... odwracam się mimo woli. żul. wracam wzrokiem na taśmę... wkłady, puszki, wkłady, puszki, smród... gotuję się... kurwa jakie to jest niesprawiedliwe, że taki Leszek musiał umrzeć, a takie śmierdzące żule dalej istnieją na tym świecie -_- !!!
p.s. racja - miałam zły humor jak to pisałam. nie powinno się czegoś takiego pisać, może nawet i myśleć, ale nad myślami często nie panujemy. każdy ma prawo do życia i do jego szanowania, albo nie. przecież jesteśmy wolni. czasem w obliczu różnych wydarzeń staję się bezsilna i prymitywna. tego żula znam i wiem, że sam sobie pieprzy życie, jest też strasznym cwaniakiem i chamem. może gdyby to był ktoś anonimowy, ale znając po części życiorys tego typa ogarnęła mnie złość. też gdybym w tym momencie kupowała chleb, a nie znicze, pewnie ta złość by się nie nasunęła. w przypływie chwili napisałam tego posta, teraz myślę, że nie powinnam. ale skoro też już to się stało nie chcę go wymazywać, jakby to się nie stało.
p.s. racja - miałam zły humor jak to pisałam. nie powinno się czegoś takiego pisać, może nawet i myśleć, ale nad myślami często nie panujemy. każdy ma prawo do życia i do jego szanowania, albo nie. przecież jesteśmy wolni. czasem w obliczu różnych wydarzeń staję się bezsilna i prymitywna. tego żula znam i wiem, że sam sobie pieprzy życie, jest też strasznym cwaniakiem i chamem. może gdyby to był ktoś anonimowy, ale znając po części życiorys tego typa ogarnęła mnie złość. też gdybym w tym momencie kupowała chleb, a nie znicze, pewnie ta złość by się nie nasunęła. w przypływie chwili napisałam tego posta, teraz myślę, że nie powinnam. ale skoro też już to się stało nie chcę go wymazywać, jakby to się nie stało.
poniedziałek, 26 listopada 2012
kolacja i takie tam
jestem fanką kiełek... mniam mniam ommm mniam mniam
jest 23:14, przed chwilą pożarłam jajko sadzone, pomidorka i smażone kiełki. jeszcze długa noc przede mną, więc musiałam zrobić zapasy. jeszcze mi się chce jeść, przypomina mi się Lidka "ja po prostu kocham jeść". za to nie chce mi się pisać, tzn. tłumaczyć... wybrałam sobie ambitny tekst i ograniczona czasem rwę sobie włosy z głowy. za dużo na raz - cała bacha.
jest 23:14, przed chwilą pożarłam jajko sadzone, pomidorka i smażone kiełki. jeszcze długa noc przede mną, więc musiałam zrobić zapasy. jeszcze mi się chce jeść, przypomina mi się Lidka "ja po prostu kocham jeść". za to nie chce mi się pisać, tzn. tłumaczyć... wybrałam sobie ambitny tekst i ograniczona czasem rwę sobie włosy z głowy. za dużo na raz - cała bacha.
niedziela, 25 listopada 2012
tęsknoty
nie wiem jak to działa, ale nie było mnie kilka dni i po moim powrocie po prostu się na siebie rzucamy. uwielbiam!
Babcia już lepiej. byliśmy z K. i powiedziałam, że chcemy razem zamieszkać.
w tym tygodniu podpisujemy umowę :] can't wait New Year :) wszystko będzie totalnie New!
Babcia już lepiej. byliśmy z K. i powiedziałam, że chcemy razem zamieszkać.
w tym tygodniu podpisujemy umowę :] can't wait New Year :) wszystko będzie totalnie New!
czwartek, 22 listopada 2012
spotkania
siedzę z Rafałem na kawie, podnosi filiżankę i zanim łyknie kawę pyta:
- a jak tam z tą firmą? PZU? układa się?
- yyyy zwolnili mnie
- pfffffffffffff - lekka fontanna ze świeżo nadpitej kawy - aha.
spotykam się z Bedi:
- pitu-pitu
- pitu-sritu
- O! a tak w ogóle gratuluję zwolnienia z PZU :D
(zdążyła przeczytać porannego posta)
ciekawe reakcje...
Ovće ma koszmary, bardzo podobne do moich, a może po prostu wszystkie koszmary są do siebie podobne. W każdym razie śnił jej się ostatnio Leszek... a zatem jest we Wrocławiu. Dlaczego akurat do Ovća zagląda, a może natknął się na nią przypadkiem? nobody knows. ucieszyłam się, gdy Ovće opowiedziała o śnie, tak jakby Leszek zaginął i ktoś dał mi informację "spoko, jest tutaj".
- a jak tam z tą firmą? PZU? układa się?
- yyyy zwolnili mnie
- pfffffffffffff - lekka fontanna ze świeżo nadpitej kawy - aha.
spotykam się z Bedi:
- pitu-pitu
- pitu-sritu
- O! a tak w ogóle gratuluję zwolnienia z PZU :D
(zdążyła przeczytać porannego posta)
ciekawe reakcje...
Ovće ma koszmary, bardzo podobne do moich, a może po prostu wszystkie koszmary są do siebie podobne. W każdym razie śnił jej się ostatnio Leszek... a zatem jest we Wrocławiu. Dlaczego akurat do Ovća zagląda, a może natknął się na nią przypadkiem? nobody knows. ucieszyłam się, gdy Ovće opowiedziała o śnie, tak jakby Leszek zaginął i ktoś dał mi informację "spoko, jest tutaj".
zwroty akcji
Henia bardzo się ucieszyła z jej urodzinowej niespodzianki. Na jej urodziny zaprosiłam... swoich przyjaciół i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z K. zrobiliśmy sushi i tiramisu, Duża Soja zrobiła torta z sushi, Mała Soja upiekła przefantastycznego torta, Irenka przyniosła winko i zdumienie Heni gotowe :)
Ostatnio w jej życiu rewolucje - jej córka się wyprowadza, w pracy naciskają, teściowa ciężko chora w szpitalu...
(wydawało mi się, że ta kobieta (Babcia) jest nieśmiertelna, przeżyje nas wszystkich, pomimo 78 lat ciągle w biegu, nie znająca słabości, utrzymująca swój dom, opiekująca się dziadkiem i zajmująca się sprawami całej rodziny (często wbrew naszej woli) i choć choruje od dłuższego czasu, nagle jej organizm się zbuntował, wątroba nie wytrzymuje i jest wielce poważnie. czas pokaże.)
... wracając do Heni. Rozpromieniona niespodzianką, uśmiechnięta, uważnie słuchająca o pomysłach w Sojowej kawiarni, naszych śmichów i chichów. nawet na wieść, że złapała mnie policja zamiast przejęcia - uśmiechnęła się ironicznie i stwierdziła "nic nie powiem".
Gdyby tak miło i beztrosko z Henią mogło być zawsze... cud! W każdym razie cieszę się, że choć na chwilę, na parę godzin wyrwała się ze swojego negatywnego i smutnego świata. Na chwilę, bo jak tylko goście poszli wróciłyśmy do niego...
Telefon - zwalniają mnie z PZsrU (btw. hurrrra :D)
Henia wkurzona i przerażona, w płacz, że sobie sama nie poradzi, że chcą ją wykończyć, z czego będziemy żyły?
Przede wszystkim nie MY!! ona. Dalej będę jej pracownikiem do rozwiezienia, wypisywania itp. ale nie agentem.
Dla mnie to ogromna ulga. Dla firmy też, bo ciągnęłam ją tylko w dół nie wyrabiając comiesięcznych przypisów, nie będąc do dyspozycji PZU 24h i przede wszystkim nie angażowałam się w tą pracę, bo nie miałam ani chęci ani czasu.
Zapewniam ją, że to dobra decyzja, że ja się do tego nie nadaję, że to było zawracanie mojej dupy i innych, że to nie koniec świata, że ona się utrzyma, jeżeli będzie potrzeba ja jej pomogę...
- idź już spać. dziękuję za niespodziankę!
No i poszłam spać, bez kolejnego ciężaru na głowie, z kolejnym przecięciem pępowiny, kolejną nadzieją na SWOJE życie.
Następnego dnia pojechałam do Wrocławia. Wchodzę do mieszkania rodzinki, a uradowana Ciocia do mnie:
"hahaha rozmawiałam wczoraj z Twoją Mamą, powiedziała mi, że 'Basia z Krzyśkiem zrobili dla mnie sushi' "
szok :O
Ostatnio w jej życiu rewolucje - jej córka się wyprowadza, w pracy naciskają, teściowa ciężko chora w szpitalu...
(wydawało mi się, że ta kobieta (Babcia) jest nieśmiertelna, przeżyje nas wszystkich, pomimo 78 lat ciągle w biegu, nie znająca słabości, utrzymująca swój dom, opiekująca się dziadkiem i zajmująca się sprawami całej rodziny (często wbrew naszej woli) i choć choruje od dłuższego czasu, nagle jej organizm się zbuntował, wątroba nie wytrzymuje i jest wielce poważnie. czas pokaże.)
... wracając do Heni. Rozpromieniona niespodzianką, uśmiechnięta, uważnie słuchająca o pomysłach w Sojowej kawiarni, naszych śmichów i chichów. nawet na wieść, że złapała mnie policja zamiast przejęcia - uśmiechnęła się ironicznie i stwierdziła "nic nie powiem".
Gdyby tak miło i beztrosko z Henią mogło być zawsze... cud! W każdym razie cieszę się, że choć na chwilę, na parę godzin wyrwała się ze swojego negatywnego i smutnego świata. Na chwilę, bo jak tylko goście poszli wróciłyśmy do niego...
Telefon - zwalniają mnie z PZsrU (btw. hurrrra :D)
Henia wkurzona i przerażona, w płacz, że sobie sama nie poradzi, że chcą ją wykończyć, z czego będziemy żyły?
Przede wszystkim nie MY!! ona. Dalej będę jej pracownikiem do rozwiezienia, wypisywania itp. ale nie agentem.
Dla mnie to ogromna ulga. Dla firmy też, bo ciągnęłam ją tylko w dół nie wyrabiając comiesięcznych przypisów, nie będąc do dyspozycji PZU 24h i przede wszystkim nie angażowałam się w tą pracę, bo nie miałam ani chęci ani czasu.
Zapewniam ją, że to dobra decyzja, że ja się do tego nie nadaję, że to było zawracanie mojej dupy i innych, że to nie koniec świata, że ona się utrzyma, jeżeli będzie potrzeba ja jej pomogę...
- idź już spać. dziękuję za niespodziankę!
No i poszłam spać, bez kolejnego ciężaru na głowie, z kolejnym przecięciem pępowiny, kolejną nadzieją na SWOJE życie.
Następnego dnia pojechałam do Wrocławia. Wchodzę do mieszkania rodzinki, a uradowana Ciocia do mnie:
"hahaha rozmawiałam wczoraj z Twoją Mamą, powiedziała mi, że 'Basia z Krzyśkiem zrobili dla mnie sushi' "
szok :O
niedziela, 18 listopada 2012
szał
szał urządzania mieszkania, którego jeszcze nie mamy trwa nadal ;) największy jest szał kafelkowy, który odnawia się po każdej wizycie u Lidki. Rozmowy o życiu, kafelkach, miłości, kafelkach, Bałkanach, podłodze, chlebie, podłodze, gotowaniu, wyposażeniu kuchni, podróżach, giełdzie w Lublinie ;)
W jakimś sensie wydaje mi się, że staję się męcząca z tymi kafelkami, łazienkami, kuchniami i pozytywnie się zaskakuję, kiedy K. podziela (jeszcze) ten entuzjazm.
nie mogę się doczekać kiedy pojedziemy do ikei, kiedy zaczniemy urządzać i wreszcie kiedy zamieszkamy.
Henia już wszystko wie. Ciężar tajemnicy ze mnie spadł. Ale ponieważ nie było wybuchu - dalej jestem czujna i gotowa na wszystko.
Tymczasem z każdym dniem, każdą rozmową, każdym uśmiechem i spojrzeniem staję się pewniejsza, przekonana, zdecydowana... to nie tylko mieszkanie, to będzie nasz Dom :)
W jakimś sensie wydaje mi się, że staję się męcząca z tymi kafelkami, łazienkami, kuchniami i pozytywnie się zaskakuję, kiedy K. podziela (jeszcze) ten entuzjazm.
nie mogę się doczekać kiedy pojedziemy do ikei, kiedy zaczniemy urządzać i wreszcie kiedy zamieszkamy.
Henia już wszystko wie. Ciężar tajemnicy ze mnie spadł. Ale ponieważ nie było wybuchu - dalej jestem czujna i gotowa na wszystko.
Tymczasem z każdym dniem, każdą rozmową, każdym uśmiechem i spojrzeniem staję się pewniejsza, przekonana, zdecydowana... to nie tylko mieszkanie, to będzie nasz Dom :)
czwartek, 15 listopada 2012
środa, 14 listopada 2012
Nowe Bałkany
nie tak dawno myślałam o rozpoczęciu studiów podyplomowych dla tłumaczy z języka serbskiego. po wielu przemyśleniach jednak nie w tym roku. natrafiłam jednak na apel koleżanki, że potrzebują tłumaczy... no i zaczęłam :) mój pierwszy przetłumaczony i opublikowany artykuł w tygodniku "Nowe Bałkany" :
http://www.nowebalkany.pl/dzial/kultura "Nasz rozrachunek z Meštroviciem"
i redakcja :D
http://www.nowebalkany.pl/redakcja druga od końca ;)
z tłumaczeniem jest tak, że jak brakuje słów to rwiesz sobie włosy z głowy, ale jak już znajdziesz odpowiednie słowo to skaczesz pod sufit z radości. nie obyło się bez pomocnej dłoni Serba, ale gdyby nie on to jedno zdanie nie miałoby żadnego sensu ;)
moja satysfakcja +10 :D
http://www.nowebalkany.pl/dzial/kultura "Nasz rozrachunek z Meštroviciem"
i redakcja :D
http://www.nowebalkany.pl/redakcja druga od końca ;)
z tłumaczeniem jest tak, że jak brakuje słów to rwiesz sobie włosy z głowy, ale jak już znajdziesz odpowiednie słowo to skaczesz pod sufit z radości. nie obyło się bez pomocnej dłoni Serba, ale gdyby nie on to jedno zdanie nie miałoby żadnego sensu ;)
moja satysfakcja +10 :D
wtorek, 6 listopada 2012
fajne babki
Już wkrótce otwarcie tego, na co wszyscy czekamy z niecierpliwością i ekscytacją, czyli "Kawiarnia Fajne Babki" :D
Soje ruszyły z kopyta i liczymy, że już w grudniu będziemy siedzieli na własnoręcznie przez Soje obitych kanapach, wcinali bejbeczki i popijali zajebistą kawkę z ekspresu :D
Wczorajszy odcinek był pt. "dylemat farba czy aero- , rolotapeta" czy jak jej tam :P
w następnym odcinku może się dowiemy czy Króliczek pokaże jednak cycki ;)
Soje ruszyły z kopyta i liczymy, że już w grudniu będziemy siedzieli na własnoręcznie przez Soje obitych kanapach, wcinali bejbeczki i popijali zajebistą kawkę z ekspresu :D
Wczorajszy odcinek był pt. "dylemat farba czy aero- , rolotapeta" czy jak jej tam :P
w następnym odcinku może się dowiemy czy Króliczek pokaże jednak cycki ;)
sobota, 3 listopada 2012
bacha party
o jeden kieliszek za daleko... :/
ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P
p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*
ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P
p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*
czwartek, 1 listopada 2012
unplugged
dzień wielce wkurwiający. ale na jego koniec, na powrót z cmentarza w "Trójce" Nirvana Unplugged in New York. W aucie milcząca ( w końcu) Henia, Ciocia i Kuzynka, ja napompowana emocjami, ale gdy słyszę głos Kurta wszystko ze mnie uchodzi, taka nirvana... nie mam komu przekazać swojego entuzjazmu, więc pozwalam mu wirować samemu w mojej głowie, z lekkim uśmiechem na twarzy "ommmm" ^^
z każdym dniem bez Leszka coraz bardziej Go rozumiem. Rozumiem jego złość, wybuchy, opadające ręce, brak siły i w końcu poddawanie się. On też nie był złoty, ale H. czasem potrafi człowieka zniszczyć.
uświadomiłam sobie, że jakiekolwiek Święta, w przeciągu mojego całego życia, czy Wszystkich Świętych, czy Boże Narodzenie, Wielkanoc - zawsze były obchodzone w wielkim stresie. bo szefowa całego zamieszania coś sobie zaplanowała, ustaliła sama z sobą i TAK MA BYĆ.
mam wrażenie, że Leszka od jakiegoś czasu nie ma obok nas. na początku bardzo czułam Jego obecność, później trochę mniej, a teraz wcale. dawno mi się też nie śnił, mimo iż ciągle jest obecny w naszych rozmowach i moich myślach. może układa sobie tam "życie", poopiekował się nami, teraz trochę podróżuje, może odwiedza starych znajomych na tym, bądź na tamtym Świecie.
Stanął pomnik, z napisem "W życiu piękne są tylko chwile" - uwielbiał tę piosenkę, ale jeszcze bardziej lubił powtarzać te słowa, wtrącając przed nimi "eh..." To tak pasuje do Jego szybkiego życia i jeszcze szybszej śmierci.
Ale dziś nie Dżem, a melancholijny Kurt i ten piękny bas na początku "Come as you are". Dawno nie miałam nowego utworu do wałkowania. Dziś wieczór wałkuję unplugged, najpierw Nirvana, potem Alice in Chains, a jak wystarczy nocy to jeszcze Pearl Jam.
http://www.youtube.com/watch?v=ud9gVs-H9d8 Alice in Chains
http://www.youtube.com/watch?v=soQsPMRQWtI Pearl Jam
z każdym dniem bez Leszka coraz bardziej Go rozumiem. Rozumiem jego złość, wybuchy, opadające ręce, brak siły i w końcu poddawanie się. On też nie był złoty, ale H. czasem potrafi człowieka zniszczyć.
uświadomiłam sobie, że jakiekolwiek Święta, w przeciągu mojego całego życia, czy Wszystkich Świętych, czy Boże Narodzenie, Wielkanoc - zawsze były obchodzone w wielkim stresie. bo szefowa całego zamieszania coś sobie zaplanowała, ustaliła sama z sobą i TAK MA BYĆ.
mam wrażenie, że Leszka od jakiegoś czasu nie ma obok nas. na początku bardzo czułam Jego obecność, później trochę mniej, a teraz wcale. dawno mi się też nie śnił, mimo iż ciągle jest obecny w naszych rozmowach i moich myślach. może układa sobie tam "życie", poopiekował się nami, teraz trochę podróżuje, może odwiedza starych znajomych na tym, bądź na tamtym Świecie.
Stanął pomnik, z napisem "W życiu piękne są tylko chwile" - uwielbiał tę piosenkę, ale jeszcze bardziej lubił powtarzać te słowa, wtrącając przed nimi "eh..." To tak pasuje do Jego szybkiego życia i jeszcze szybszej śmierci.
Ale dziś nie Dżem, a melancholijny Kurt i ten piękny bas na początku "Come as you are". Dawno nie miałam nowego utworu do wałkowania. Dziś wieczór wałkuję unplugged, najpierw Nirvana, potem Alice in Chains, a jak wystarczy nocy to jeszcze Pearl Jam.
http://www.youtube.com/watch?v=ud9gVs-H9d8 Alice in Chains
http://www.youtube.com/watch?v=soQsPMRQWtI Pearl Jam
środa, 31 października 2012
26 lat minęło
jak jeden dzień.
to będą długie urodziny, odbyły się już 2 imprezy i jeszcze będą 2 ;)
ranek:
będziesz tak spała, czy chcesz dostać prezent?
- PREZENT! :D
niespodziewany, cudowny, motywujący
potem dzień jak co dzień.
ale chciałam zabrać dzieciaczki na urodzinowego McDonalda. szał pał! balony, książeczka z delfinem, który ma taaakie wielkie zęby ;) Michał chowający się za przypadkowym Panem w kolejce, Agatka cała w porzeczkach i Tata wariata.
a wieczorem przylecieli D. i O. i tak skromnie: Krupnik, sljivovica, żołądkowa, zajebisty ser z Nicei, ogórki z chili, kiełbaska i paluszki ;)
i dzisiaj dość ciężko.
teraz już przyjechała rodzinka, jutro cmentarz, obiad i tort dla rodziny.
pojutrze główna impreza :P do rana z tortem Zosi. zapraszam :)
ha!
przypomniały mi się 25-te urodziny, jak zjedliśmy special braunies z Henią i Marylką i tekst K... eeee (telefon do K., bo zdążyłam zapomnieć)
jak K. jedząc kolejny kawałek tortu stwierdził, że jeszcze nie był na takiej imprezie, na której by poszło tyle tortu. :D wtedy to było takie śmieszne ;)
to będą długie urodziny, odbyły się już 2 imprezy i jeszcze będą 2 ;)
ranek:
będziesz tak spała, czy chcesz dostać prezent?
- PREZENT! :D
niespodziewany, cudowny, motywujący
potem dzień jak co dzień.
ale chciałam zabrać dzieciaczki na urodzinowego McDonalda. szał pał! balony, książeczka z delfinem, który ma taaakie wielkie zęby ;) Michał chowający się za przypadkowym Panem w kolejce, Agatka cała w porzeczkach i Tata wariata.
a wieczorem przylecieli D. i O. i tak skromnie: Krupnik, sljivovica, żołądkowa, zajebisty ser z Nicei, ogórki z chili, kiełbaska i paluszki ;)
i dzisiaj dość ciężko.
teraz już przyjechała rodzinka, jutro cmentarz, obiad i tort dla rodziny.
pojutrze główna impreza :P do rana z tortem Zosi. zapraszam :)
ha!
przypomniały mi się 25-te urodziny, jak zjedliśmy special braunies z Henią i Marylką i tekst K... eeee (telefon do K., bo zdążyłam zapomnieć)
jak K. jedząc kolejny kawałek tortu stwierdził, że jeszcze nie był na takiej imprezie, na której by poszło tyle tortu. :D wtedy to było takie śmieszne ;)
poniedziałek, 29 października 2012
niespodzianka
no muszę to opisać... ;)
wczoraj na 17:00 była mi obiecana niespodzianka, jeszcze z okazji rocznicy, bo Krzysiek chciał mnie gdzieś porwać, a wcześniej nie było jak.
wysyłam smsa, czy mam się jakoś przygotować na tą 17:00?
"najlepiej czerwona sukienka, albo czerwona bluzka"
o kurna! myślę sobie, czerwona kiecka - kroi się coś grubego, co najmniej opera ;)
odpowiadam "aha rozumiem, że elegancko? ok"
odpowiedzi już nie dostaję.
czerwonej kiecki nie mam, zatem telefon do Ireny i zaraz wsiadam w auto i gnam po kieckę. biorę przy okazji jeszcze parę czerwonych bluzek.
wracam, robię włosy, make-up, przymierzam... no nie mam się w co ubrać! może czarna - też elegancka, no ale chciał czerwoną... hmmm dzwonię!
"Kochanie, a co jak nie mam czerwonej kiecki"
buhahahaha - po drugiej stronie - no ale ostatnio miałaś taką fajną czerwoną bluzkę?
- ale ona jest zwykłą koszulką, nie elegancką!
- a kto powiedział, że ma być elegancko?
- (*^%*^$%^#*^(*%$!) ale Cię kopnę w dupę!
no bo przecież czerwona kiecka to mój regularny strój wyjściowy -_-"
więc wkładam jeansy i czerwoną koszulkę... Henia głupieje O_o, bo jeszcze przed chwilą pokazywałam się jej w kiecce i szpilkach.
przyjeżdża, porywa mnie do Gorzowa, do kina na Skyfall 007!
bo James Bond wymaga stroju kobiecego, tudzież seksownego... czerwona koszulka mieści się w tym zakresie ;)
:D uwielbiam Go!
wczoraj na 17:00 była mi obiecana niespodzianka, jeszcze z okazji rocznicy, bo Krzysiek chciał mnie gdzieś porwać, a wcześniej nie było jak.
wysyłam smsa, czy mam się jakoś przygotować na tą 17:00?
"najlepiej czerwona sukienka, albo czerwona bluzka"
o kurna! myślę sobie, czerwona kiecka - kroi się coś grubego, co najmniej opera ;)
odpowiadam "aha rozumiem, że elegancko? ok"
odpowiedzi już nie dostaję.
czerwonej kiecki nie mam, zatem telefon do Ireny i zaraz wsiadam w auto i gnam po kieckę. biorę przy okazji jeszcze parę czerwonych bluzek.
wracam, robię włosy, make-up, przymierzam... no nie mam się w co ubrać! może czarna - też elegancka, no ale chciał czerwoną... hmmm dzwonię!
"Kochanie, a co jak nie mam czerwonej kiecki"
buhahahaha - po drugiej stronie - no ale ostatnio miałaś taką fajną czerwoną bluzkę?
- ale ona jest zwykłą koszulką, nie elegancką!
- a kto powiedział, że ma być elegancko?
- (*^%*^$%^#*^(*%$!) ale Cię kopnę w dupę!
no bo przecież czerwona kiecka to mój regularny strój wyjściowy -_-"
więc wkładam jeansy i czerwoną koszulkę... Henia głupieje O_o, bo jeszcze przed chwilą pokazywałam się jej w kiecce i szpilkach.
przyjeżdża, porywa mnie do Gorzowa, do kina na Skyfall 007!
bo James Bond wymaga stroju kobiecego, tudzież seksownego... czerwona koszulka mieści się w tym zakresie ;)
:D uwielbiam Go!
sobota, 27 października 2012
meeting place & cooking place
Wroclove the meeting place. Tym razem króciutka wizyta pt. "zwiedzanie mieszkań", czyli Kula na swoim i Lidka z Piotrkiem skończyli urządzać :)
wszyscy zgodnie odradzali panele.
Kula już chciała projektować.
Lidka podała stronę z kafelkami (takie pikne ^^)
no i historie stołu, kredensu i krzeseł :D
i jak kuchnia to w ikei,
no ale jak kuchnia i gotowanie to we Wrocławiu tylko na Wyszyńskiego!
zupa dyniowa z olejem sezamowym, Dim Sum (albo jakaś inna nazwa ;) i braunies
winko i ziółka i od razu lepiej się wszystko lepiło i jadło ^^ i jeszcze w tak doborowym towarzystwie Lidki, Piotrka i Madzi :)
wszyscy zgodnie odradzali panele.
Kula już chciała projektować.
Lidka podała stronę z kafelkami (takie pikne ^^)
no i historie stołu, kredensu i krzeseł :D
i jak kuchnia to w ikei,
no ale jak kuchnia i gotowanie to we Wrocławiu tylko na Wyszyńskiego!
zupa dyniowa z olejem sezamowym, Dim Sum (albo jakaś inna nazwa ;) i braunies
winko i ziółka i od razu lepiej się wszystko lepiło i jadło ^^ i jeszcze w tak doborowym towarzystwie Lidki, Piotrka i Madzi :)
23.10.2012 r.
Nasza pierwsza rocznica była dość pikantna ^^
wymyśliłam, że na kolację zrobimy sushi. instruowani uwagami Diba, internetu i zdjęciami na opakowaniu "zestaw do sushi" z Biedronki, zawijaliśmy w nieskończoność rybcię, ryż i warzywka. romantyczna kolacja zaczęła się dopiero o 22:00, oczywiście nie spróbowaliśmy tego sushi wcześniej... daliśmy za dużo wasabi -_-'
uratowało nas winko albańskie, które K. trzymał na specjalną okazję, a było prezentem ode mnie, jak jeszcze nie byliśmy razem. doczekało się ^^
ale nie to wszystko było "daniem głównym".
zrobiliśmy sobie wspólny prezent... kupujemy mieszkanie!!! :)
decyzja trochę zaplanowana ale też trochę spontaniczna. myśleliśmy o tym od jakiegoś czasu. tylko moje myślenie było "tak, chcę, poszukamy, zanim Krzysiek sprzeda stare, zanim coś znajdziemy to minie trochę czasu"
tymczasem Krzysiek sprzedał mieszkanie i zaczęliśmy szukać. ale najpierw na wszelki wypadek sprawdzimy to nowe osiedle czy rzeczywiście wszystko wykupili, a może nie...
NIE, jednak nie, są wolne! idziemy, oglądamy - o ile miejsca oooooo piękne! oooo! :P
telefony, pytania, jeszcze patrzymy na kilka ogłoszeń, w końcu Krzysiek mówi "Bacha ja chcę tam mieszkać". nie umawiamy się na oglądanie innych, ale ja za to robię wywiad wśród sąsiadów (razem z Irenką) :P (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Myślę trochę, martwi mnie pewna sprawa, w końcu zakopuję przeszłość i przytakuje Krzyśkowi.
Jedziemy do Gorzowa podpisać umowę rezerwacyjną... nagle (dla mnie nagle) okazuje się, że pewnych spraw nie dogadaliśmy, ja nie zrozumiałam, ja nie przemyślałam, przyznaję SPANIKOWAŁAM i to tak na maxa!
Kupujemy razem mieszkanie, bierzemy razem kredyt... kre-dyt KREDYT matko boska medjugorska k r e d y t... kurwa kolejny kredyt! panikuję nie na żarty, mam ochotę zatrzymać czas... 100 myśli na raz. jesteśmy razem rok. gdzie się podziała Bacha, która musi dojrzewać do decyzji latami?! przecież Go kocham, chcę z nim zamieszkać, ale nie mamy gdzie, nie ma wyjścia, czego ja w ogóle chcę? Krzysiek traci entuzjazm, mówi, że sam kupi to mieszkanie. kryzys. właściwie chciałam jedynie przytulenia i pewnego zapewnienia. sama to wymuszam. idziemy. podpisujemy. Pan Krzysztof i jego narzeczona, bo na poczet kredytu zostałam jego narzeczoną :P (aaa czyli tak Ci się oświadczył /Kula/)
podpisane. ja dalej myślę (w końcu jestem kobietą)... następnego dnia rocznica. wasabi i wino, nie gadamy za bardzo o mieszkaniu. następnego ranka -> Wrocław - 7h w pociągu, czyli czas dla mnie samej na przemyślenia. Na spokojnie... obawiam się, ale właśnie tego chcę! rozmowy z dziewczynami
Bedi "no w końcu"
Kula "nie polecam paneli"
Lidka - hajtacie się!
Magda - jesteś w ciąży!
ja - nieeeee, kupujemy mieszkanie :P
a zatem total REVOLUTION in my life! i'm happy! i'm curious! i'm scared, but who wouldn't be ;)
a zatem total ARMAGEDON in Henias' life... we will see.
wymyśliłam, że na kolację zrobimy sushi. instruowani uwagami Diba, internetu i zdjęciami na opakowaniu "zestaw do sushi" z Biedronki, zawijaliśmy w nieskończoność rybcię, ryż i warzywka. romantyczna kolacja zaczęła się dopiero o 22:00, oczywiście nie spróbowaliśmy tego sushi wcześniej... daliśmy za dużo wasabi -_-'
uratowało nas winko albańskie, które K. trzymał na specjalną okazję, a było prezentem ode mnie, jak jeszcze nie byliśmy razem. doczekało się ^^
ale nie to wszystko było "daniem głównym".
zrobiliśmy sobie wspólny prezent... kupujemy mieszkanie!!! :)
decyzja trochę zaplanowana ale też trochę spontaniczna. myśleliśmy o tym od jakiegoś czasu. tylko moje myślenie było "tak, chcę, poszukamy, zanim Krzysiek sprzeda stare, zanim coś znajdziemy to minie trochę czasu"
tymczasem Krzysiek sprzedał mieszkanie i zaczęliśmy szukać. ale najpierw na wszelki wypadek sprawdzimy to nowe osiedle czy rzeczywiście wszystko wykupili, a może nie...
NIE, jednak nie, są wolne! idziemy, oglądamy - o ile miejsca oooooo piękne! oooo! :P
telefony, pytania, jeszcze patrzymy na kilka ogłoszeń, w końcu Krzysiek mówi "Bacha ja chcę tam mieszkać". nie umawiamy się na oglądanie innych, ale ja za to robię wywiad wśród sąsiadów (razem z Irenką) :P (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Myślę trochę, martwi mnie pewna sprawa, w końcu zakopuję przeszłość i przytakuje Krzyśkowi.
Jedziemy do Gorzowa podpisać umowę rezerwacyjną... nagle (dla mnie nagle) okazuje się, że pewnych spraw nie dogadaliśmy, ja nie zrozumiałam, ja nie przemyślałam, przyznaję SPANIKOWAŁAM i to tak na maxa!
Kupujemy razem mieszkanie, bierzemy razem kredyt... kre-dyt KREDYT matko boska medjugorska k r e d y t... kurwa kolejny kredyt! panikuję nie na żarty, mam ochotę zatrzymać czas... 100 myśli na raz. jesteśmy razem rok. gdzie się podziała Bacha, która musi dojrzewać do decyzji latami?! przecież Go kocham, chcę z nim zamieszkać, ale nie mamy gdzie, nie ma wyjścia, czego ja w ogóle chcę? Krzysiek traci entuzjazm, mówi, że sam kupi to mieszkanie. kryzys. właściwie chciałam jedynie przytulenia i pewnego zapewnienia. sama to wymuszam. idziemy. podpisujemy. Pan Krzysztof i jego narzeczona, bo na poczet kredytu zostałam jego narzeczoną :P (aaa czyli tak Ci się oświadczył /Kula/)
podpisane. ja dalej myślę (w końcu jestem kobietą)... następnego dnia rocznica. wasabi i wino, nie gadamy za bardzo o mieszkaniu. następnego ranka -> Wrocław - 7h w pociągu, czyli czas dla mnie samej na przemyślenia. Na spokojnie... obawiam się, ale właśnie tego chcę! rozmowy z dziewczynami
Bedi "no w końcu"
Kula "nie polecam paneli"
Lidka - hajtacie się!
Magda - jesteś w ciąży!
ja - nieeeee, kupujemy mieszkanie :P
a zatem total REVOLUTION in my life! i'm happy! i'm curious! i'm scared, but who wouldn't be ;)
a zatem total ARMAGEDON in Henias' life... we will see.
niedziela, 21 października 2012
dzieciaczki i 1.4f
ogarniam obiektyw, którym nie mogę podejść blisko, każde drżenie to nieostrość, światło cudowne, ale za jasne. jednak gdy w końcu wychodzi upragniony efekt - magia!!! ta czystość, ta głębia, to rozmazanie w tle i te niebieskie oczy...
strasznie trudno zrobić zdjęcie dziecka. nabiegałam się, namachałam, natrzaskałam fot, a tak naprawdę mogłam ich uwiecznić dopiero jak się zatrzymali :)
czyli "Taaaatooo proszę, daj mi kasztana" i "zachwyt nad fontanną"
uwielbiam te śmiechy chichy i te grymasy i Taaatooo i Ciooooocia
i jak Agatka mówi, że my idziemy tam, a oni w drugą stronę, bo my jesteśmy dziewczynami :D
i jak woła potem "chłoooopcy"
i jak karze mi przecisnąć się przez ślizgawkę na placu zabaw, a kiedy mówię, że się nie zmieszczę to "co ty opoooowiadasz, Ciociu"
i jak Michał chowa się za mną przed atakującym go groźnym potworem K. i krzyczy "Ciociu Basiu"
i jak gada bez przerwy
i jak się śmieje bez końca kiedy pojawiam się i znikam za fotelem
i te uśmiechy całej Trójki :) :) :)
a i jeszcze:
kiedy Agatka nas pyta "Tato, a Ty i Ciocia będziecie mieli dzieci?"
:D
strasznie trudno zrobić zdjęcie dziecka. nabiegałam się, namachałam, natrzaskałam fot, a tak naprawdę mogłam ich uwiecznić dopiero jak się zatrzymali :)
czyli "Taaaatooo proszę, daj mi kasztana" i "zachwyt nad fontanną"
uwielbiam te śmiechy chichy i te grymasy i Taaatooo i Ciooooocia
i jak Agatka mówi, że my idziemy tam, a oni w drugą stronę, bo my jesteśmy dziewczynami :D
i jak woła potem "chłoooopcy"
i jak karze mi przecisnąć się przez ślizgawkę na placu zabaw, a kiedy mówię, że się nie zmieszczę to "co ty opoooowiadasz, Ciociu"
i jak Michał chowa się za mną przed atakującym go groźnym potworem K. i krzyczy "Ciociu Basiu"
i jak gada bez przerwy
i jak się śmieje bez końca kiedy pojawiam się i znikam za fotelem
i te uśmiechy całej Trójki :) :) :)
a i jeszcze:
kiedy Agatka nas pyta "Tato, a Ty i Ciocia będziecie mieli dzieci?"
:D
sobota, 20 października 2012
Mama Henia
kupiłam nowy obiektyw (50mm 1.4f jaram się :). to zdjęcie zaraz po jego wypakowaniu.
komentarz "i gdzie Ty będziesz robić te zdjęcia?"
-_-' całe szczęście zadzwonił dzwonek do drzwi, bo kur.. nie znalazłabym odpowiedzi na to pytanie!
ile bym dała, aby ta twarz uwolniła się z tego ucisku i uśmiechnęła się...
komentarz "i gdzie Ty będziesz robić te zdjęcia?"
-_-' całe szczęście zadzwonił dzwonek do drzwi, bo kur.. nie znalazłabym odpowiedzi na to pytanie!
ile bym dała, aby ta twarz uwolniła się z tego ucisku i uśmiechnęła się...
nagrobek
wiele się nauczyłam o śmierci przez ostatni rok. a właściwie ciężko powiedzieć, że o niej samej, ale o tym wszystkim co tu na ziemi z nią począć.
począwszy od tego jak zorganizować pogrzeb, a kończąc na tym jaki wybrać nagrobek.
niedługo zakończy się właśnie ten proces, który zaczął się 30.08.2011 w dniu śmierci Leszka. ostatnia kropka nad "i" - stanie nagrobek.
po długich wyborach, analizach, zachciankach - jest piękny! wyrzeźbione drzewo na płycie nagrobnej. niebanalne, niekiczowate, delikatne, zachwycające arcydzieło pana spoza Dębna, o którym nikt nie słyszał, a niedługo usłyszy.
jak jeździłyśmy po zakładach kamieniarskich w Dębnie to bili się o "Oliwę" - "to mój kumpel ze szkoły był, zrobię mu pomnik z najlepszego kamienia", "to mój kumpel był zrobię mu taki wielki nagrobek jak panu P., z taaaaakim wieeeelkim Chrystusem" O_o ludzie! ratunku!
tak się cieszę, że wykonawca będzie zupełnie jeszcze nieznany dla Dębna i nie będzie mówił, że dla "Oliwy" to taaaaakiego wieeeelkiego Chrystusa zrobił.
i czego dowiedziałam się wczoraj, kiedy wybierałyśmy z Henią litery na nagrobek?
że trzeba zostawić miejsce na płycie na dokucie jej imienia i nazwiska...
począwszy od tego jak zorganizować pogrzeb, a kończąc na tym jaki wybrać nagrobek.
niedługo zakończy się właśnie ten proces, który zaczął się 30.08.2011 w dniu śmierci Leszka. ostatnia kropka nad "i" - stanie nagrobek.
po długich wyborach, analizach, zachciankach - jest piękny! wyrzeźbione drzewo na płycie nagrobnej. niebanalne, niekiczowate, delikatne, zachwycające arcydzieło pana spoza Dębna, o którym nikt nie słyszał, a niedługo usłyszy.
jak jeździłyśmy po zakładach kamieniarskich w Dębnie to bili się o "Oliwę" - "to mój kumpel ze szkoły był, zrobię mu pomnik z najlepszego kamienia", "to mój kumpel był zrobię mu taki wielki nagrobek jak panu P., z taaaaakim wieeeelkim Chrystusem" O_o ludzie! ratunku!
tak się cieszę, że wykonawca będzie zupełnie jeszcze nieznany dla Dębna i nie będzie mówił, że dla "Oliwy" to taaaaakiego wieeeelkiego Chrystusa zrobił.
i czego dowiedziałam się wczoraj, kiedy wybierałyśmy z Henią litery na nagrobek?
że trzeba zostawić miejsce na płycie na dokucie jej imienia i nazwiska...
czwartek, 18 października 2012
blog on
już już już wycieram bloga z kurzu!
nie mogę go tak zaniedbywać bo grozi to paniką Bedi, która od razu wrzuca na publiczną facebook-ową ścianę upomnienie o kolejne posty... a mój blog miał być taki anonimowy -_-'
dlaczego tyle kurzu? chyba z niemożności opisania tego wszystkiego co bym chciała. utknęłam na tym, że chciałam zamieścić pewne foty, ale to przecież trzeba je najpierw zgrać, a to kabelek nie działa, a to karty nie czyta, a to się w końcu wrzuciło do niewiadomo którego folderu itd. itp.
chciałam wrzucić te wszystkie foty, które robiłam na wyjazdach z RT. Oczywiście plan pierwotny był taki, żebym je wrzucała na bieżąco z Chorwacji, Bośni, Czarnogóry, Albanii, Macedonii, Serbii, Grecji... ale oczywiście nie miałam tam na to czasu. Pomyślałam, że wrzucę je teraz, ale jakoś tak bez sensu pisać "o tam byłam, to widziałam", poczekam do następnego sezonu i będzie na bieżąco "tu jestem :)"
zatem inna fota otworzy kolejną moją próbę fotoblogowania:
2 tygodnie temu w odległej Kalaczakrze...
fota pt. "gdzie jest Medjugorska Merry?"
p.s. będziemy się smażyć w wieeeelkim kotle! i ludzie, którzy produkują buteleczki w kształcie Matki Boskiej Medjugorskiej z odkręcaną koroną też :P
nie mogę go tak zaniedbywać bo grozi to paniką Bedi, która od razu wrzuca na publiczną facebook-ową ścianę upomnienie o kolejne posty... a mój blog miał być taki anonimowy -_-'
dlaczego tyle kurzu? chyba z niemożności opisania tego wszystkiego co bym chciała. utknęłam na tym, że chciałam zamieścić pewne foty, ale to przecież trzeba je najpierw zgrać, a to kabelek nie działa, a to karty nie czyta, a to się w końcu wrzuciło do niewiadomo którego folderu itd. itp.
chciałam wrzucić te wszystkie foty, które robiłam na wyjazdach z RT. Oczywiście plan pierwotny był taki, żebym je wrzucała na bieżąco z Chorwacji, Bośni, Czarnogóry, Albanii, Macedonii, Serbii, Grecji... ale oczywiście nie miałam tam na to czasu. Pomyślałam, że wrzucę je teraz, ale jakoś tak bez sensu pisać "o tam byłam, to widziałam", poczekam do następnego sezonu i będzie na bieżąco "tu jestem :)"
zatem inna fota otworzy kolejną moją próbę fotoblogowania:
2 tygodnie temu w odległej Kalaczakrze...
fota pt. "gdzie jest Medjugorska Merry?"
p.s. będziemy się smażyć w wieeeelkim kotle! i ludzie, którzy produkują buteleczki w kształcie Matki Boskiej Medjugorskiej z odkręcaną koroną też :P
poniedziałek, 8 października 2012
ważne, mniej ważne, jutro
mój kalendarz znów cały zapisany. dżizas jak ja nie lubię papierków!! ciągle się gubią! zgubiłam dziś NIP firmy. kurna znów cały dom do góry nogami. nie ma. przysięgam, że nie ma.
wróciły do ogarniania rachunki, ZUSy i teraz jeszcze moja własna papirologia. powoli się w tym łapię, choć przeraża mnie to bardzo :/ dobrze, że mój facet to księgowy, no bo przecież nie wybrałam Go tak po prostu z miłości ;)
plan na jutro
- opłacić garaż (na chu. mi ten garaż?)
- wystawić vectrę na sprzedaż
- zanieść wniosek do US
- odebrać fakturę za pieczątkę
- foty dla Łosia c.d.
- portfolio ślubne dla Lidki
- wydrukować rozliczenie dla Mamy
- referat ikony (monastery monastery monastery *_*)
- przetłumaczyć tekst po hiszpańsku
- zrobić plan doktoratu
- foty na bloga
- porządek w papierach
najstraszniejsze jest to, że jak robię wszystko według kolejności "ważne, mniej ważne, jutro" to i tak nie wystarcza mi czasu.
wróciły do ogarniania rachunki, ZUSy i teraz jeszcze moja własna papirologia. powoli się w tym łapię, choć przeraża mnie to bardzo :/ dobrze, że mój facet to księgowy, no bo przecież nie wybrałam Go tak po prostu z miłości ;)
plan na jutro
- opłacić garaż (na chu. mi ten garaż?)
- wystawić vectrę na sprzedaż
- zanieść wniosek do US
- odebrać fakturę za pieczątkę
- foty dla Łosia c.d.
- portfolio ślubne dla Lidki
- wydrukować rozliczenie dla Mamy
- referat ikony (monastery monastery monastery *_*)
- przetłumaczyć tekst po hiszpańsku
- zrobić plan doktoratu
- foty na bloga
- porządek w papierach
najstraszniejsze jest to, że jak robię wszystko według kolejności "ważne, mniej ważne, jutro" to i tak nie wystarcza mi czasu.
niedziela, 7 października 2012
gdybanie
czy jeżeli ciało zostaje spalone to rodzinnie jest lżej znieść śmierć bliskiej osoby?
tak właściwie stwierdził D.
ja nie wiem.
wiem jednak, że jest coś "dziwnego" w czyszczeniu nagrobka Taty. tak jakbym nad Nim stała i rzeczywiście myślę, że On tam jest, kilka metrów pode mną.
coś "dziwnego" dziś poczułam, jak sobie to uzmysłowiłam (często to robię). nie wiem jak to opisać, ale najlepiej pasuje mi słowo "miłość"... zwykłe wycieranie drewnianego krzyża przerodziło się w miłość do tej rzeczy, a raczej do tej całości, którą ta rzecz stanowi.
często myślę o tym, co by było gdyby Leszek dalej żył. i czasem boję się o tym myśleć - bo w pewnym sensie może nie wypada. z drugiej strony co się zdarzyło nie wróci i po fakcie można sobie gdybać, ale nigdy stawiać na szalę. zatem chcę to napisać, aby się uwolnić i z tą myślą pogodzić...
gdyby to wszystko się nie zdarzyło zapewne byłabym teraz we Wrocławiu na 3 roku (nie drugim) studiów doktoranckich. Leszek remontowałby sobie spokojnie dom, a Henia wymyślałaby dla Niego coraz to nowsze zadania. nie byłabym częstym gościem w domu, może raz na miesiąc, na dwa. Może bym kogoś poznała we Wrocławiu, a może i nie. w każdym razie byłabym w zupełnie innym momencie mojego życia, myślę, że gdzieś wcześniej niż teraz.
teraz wiele jest już za mną. więcej wiem. jestem gotowa do pewnych kolejnych kroków.
a myśl, która mnie przeraża to przede wszystkim, że gdyby Leszek żył to nie byłabym z K.
"Nic nie dzieje się z przypadku" /Paulo Coelho/
tak właściwie stwierdził D.
ja nie wiem.
wiem jednak, że jest coś "dziwnego" w czyszczeniu nagrobka Taty. tak jakbym nad Nim stała i rzeczywiście myślę, że On tam jest, kilka metrów pode mną.
coś "dziwnego" dziś poczułam, jak sobie to uzmysłowiłam (często to robię). nie wiem jak to opisać, ale najlepiej pasuje mi słowo "miłość"... zwykłe wycieranie drewnianego krzyża przerodziło się w miłość do tej rzeczy, a raczej do tej całości, którą ta rzecz stanowi.
często myślę o tym, co by było gdyby Leszek dalej żył. i czasem boję się o tym myśleć - bo w pewnym sensie może nie wypada. z drugiej strony co się zdarzyło nie wróci i po fakcie można sobie gdybać, ale nigdy stawiać na szalę. zatem chcę to napisać, aby się uwolnić i z tą myślą pogodzić...
gdyby to wszystko się nie zdarzyło zapewne byłabym teraz we Wrocławiu na 3 roku (nie drugim) studiów doktoranckich. Leszek remontowałby sobie spokojnie dom, a Henia wymyślałaby dla Niego coraz to nowsze zadania. nie byłabym częstym gościem w domu, może raz na miesiąc, na dwa. Może bym kogoś poznała we Wrocławiu, a może i nie. w każdym razie byłabym w zupełnie innym momencie mojego życia, myślę, że gdzieś wcześniej niż teraz.
teraz wiele jest już za mną. więcej wiem. jestem gotowa do pewnych kolejnych kroków.
a myśl, która mnie przeraża to przede wszystkim, że gdyby Leszek żył to nie byłabym z K.
"Nic nie dzieje się z przypadku" /Paulo Coelho/
poniedziałek, 1 października 2012
damn it
welcome back in PZU after summer -_-'
zagryzam zęby i... wysyłam oferty ubezpieczeniowe do znajomych (jak już zauważyliście ;). nie, że zagryzam bo oferty są złe i namawiam na shit. nie, bo tak naprawdę sama się ubezpieczam i uważam, że każdy powinien pomyśleć o zabezpieczeniu siebie samego, samochodu, domu, mieszkania, dziecka, małżonka, psa, kota, rybek i swojego roweru :)
zagryzam zęby bo uwieeeeelbiam pracę w PZU ^^
a w rzeczywistości po prostu wróciłam i znów jest potrzeba ratowania firmy.
zagryzam również dlatego, że wkurzam się strasznie, bo zostałam postawiona pod murem - albo pracujesz albo żegnaj. Na nic nasze ustne (ofkors) umowy, że spokojnie mogę sobie jeździć jako pilot w sezonie i pracować w drugiej firmie. okazuje się, że nie, albo tylko PZU i norma 110% albo spieprzaj.
sytuacja została chwilowo załagodzona. wróciłam, zaczynam od ofert dla znajomych.
a co będzie za rok? w kolejnym sezonie?
będzie kurwa zajebiście ciekawie ...
na razie muszę się starać, aby mnie nie wypieprzyli chociaż do maja.
pociesza mnie fakt, że w grudniu 2012 i tak ma być koniec Świata! -_-
zagryzam zęby i... wysyłam oferty ubezpieczeniowe do znajomych (jak już zauważyliście ;). nie, że zagryzam bo oferty są złe i namawiam na shit. nie, bo tak naprawdę sama się ubezpieczam i uważam, że każdy powinien pomyśleć o zabezpieczeniu siebie samego, samochodu, domu, mieszkania, dziecka, małżonka, psa, kota, rybek i swojego roweru :)
zagryzam zęby bo uwieeeeelbiam pracę w PZU ^^
a w rzeczywistości po prostu wróciłam i znów jest potrzeba ratowania firmy.
zagryzam również dlatego, że wkurzam się strasznie, bo zostałam postawiona pod murem - albo pracujesz albo żegnaj. Na nic nasze ustne (ofkors) umowy, że spokojnie mogę sobie jeździć jako pilot w sezonie i pracować w drugiej firmie. okazuje się, że nie, albo tylko PZU i norma 110% albo spieprzaj.
sytuacja została chwilowo załagodzona. wróciłam, zaczynam od ofert dla znajomych.
a co będzie za rok? w kolejnym sezonie?
będzie kurwa zajebiście ciekawie ...
na razie muszę się starać, aby mnie nie wypieprzyli chociaż do maja.
pociesza mnie fakt, że w grudniu 2012 i tak ma być koniec Świata! -_-
wtorek, 25 września 2012
poniedziałek, 24 września 2012
ciasto do kawy :*
Wstaję idę do kuchni i widzę „ciasto do kawy :*”. jestem na Waryńskiego, a mój Kochanek już dawno w pracy :*. Do ciasta robię jednak herbatkę i biorę laptopa. Nie ma internetu. To nic. Piszę w Wordzie. Słychać moje siorbanie, ciamkanie, szum lodówki i tykanie zegara. Tak naprawdę cisza. Nikt nie dzwoni do drzwi, nie woła, telewizor nie chodzi i za oknem jesienna cisza. Gołąb sobie uwił gniazdo na choince… nie lubię gołębi, ale jego pisklaki tym razem mnie wzruszają. Jezu jak się cieszę, jak mi dobrze, jak cudownie!!
Nikt nie goni. Jestem panią swojego czasu.
------------------------------------------------------------------------------
i już u siebie-nie u siebie - na Chojeńskiej. kolejna herba, kanapka. cisza. Henia na krioterapii przez tydzień. chciałabym aby jej zamrozili wszystkie negatywne myśli. wczorajsza jazda z nią do Radzynia - katorga! nieważne...
Mania od pół godziny patrzy przez okno. choruje, dostaje zastrzyki i smarowidła. jak tylko ją zawołam przychodzi i zamienia się w kulkę.
lista rzeczy do zrobienia mnie przeraża. jesień przytłacza.
jesen stiže Dunjo moja - wiatr, liście, chłód, deszcz, melancholia - evo, sve je tu.
a ja czekam na Niego :*
Nikt nie goni. Jestem panią swojego czasu.
------------------------------------------------------------------------------
i już u siebie-nie u siebie - na Chojeńskiej. kolejna herba, kanapka. cisza. Henia na krioterapii przez tydzień. chciałabym aby jej zamrozili wszystkie negatywne myśli. wczorajsza jazda z nią do Radzynia - katorga! nieważne...
Mania od pół godziny patrzy przez okno. choruje, dostaje zastrzyki i smarowidła. jak tylko ją zawołam przychodzi i zamienia się w kulkę.
lista rzeczy do zrobienia mnie przeraża. jesień przytłacza.
jesen stiže Dunjo moja - wiatr, liście, chłód, deszcz, melancholia - evo, sve je tu.
a ja czekam na Niego :*
sobota, 22 września 2012
powrót
radość, ulga, zapomnienie, błogość, tylko My.
pośpiech, ślub i wesele Asi i Jacka, spotkania, tańce, hulanki, swawola.
zmęczenie, odsypianie, dzień lenistwa.
powrót na Chojeńską... kolejne zmartwienia.
i znów Boże jestem w punkcie wyjścia. będąc tam czekałam, aż będę tu. będąc tu, chciałabym znów być tam. wieczna ucieczka. nie mogę tym razem uciec. przeraża mnie fakt, że muszę coś postanowić, ułożyć sobie życie. nie boję się ułożenia, tylko samego procesu. nie wiem od czego zacząć, a to mnie najbardziej martwi...
zapierdzielałam na tych Bałkanach, ale teraz martwi mnie to, że skończyła się praca i wkurwia fakt, że zaraz zostanie mi wypomniane, że nic nie robię.
pośpiech, ślub i wesele Asi i Jacka, spotkania, tańce, hulanki, swawola.
zmęczenie, odsypianie, dzień lenistwa.
powrót na Chojeńską... kolejne zmartwienia.
i znów Boże jestem w punkcie wyjścia. będąc tam czekałam, aż będę tu. będąc tu, chciałabym znów być tam. wieczna ucieczka. nie mogę tym razem uciec. przeraża mnie fakt, że muszę coś postanowić, ułożyć sobie życie. nie boję się ułożenia, tylko samego procesu. nie wiem od czego zacząć, a to mnie najbardziej martwi...
zapierdzielałam na tych Bałkanach, ale teraz martwi mnie to, że skończyła się praca i wkurwia fakt, że zaraz zostanie mi wypomniane, że nic nie robię.
wtorek, 18 września 2012
nieee!!
mam dosyć. mój wkurw sięgnął dziś zenitu. mój plan na czwartek/piątek:
ŚRODA/CZWARTEK śpię w Orebiću, czyli wyruszam transferem o 3:00 rano
CZWARTEK 3:00 - 6:00 transfer na lotnisko
8:00 - popcorn
9:00 transfery na północ Chorwacji i chuj wie gdzie jeszcze
o 20:00 mam samolot do Polski, ale nie do Poznania, nieeeeee, do Warszawy kurwa.
W Warszawie samolot powinien być o 21:45, i wtedy mam pociąg o 23:00.
ale już wiem, że ten samolot spóźni się conajmniej 2 godziny, co mi daje możliwość na kolejny pociąg o 6:00 rano z Warszawy do Rzepina.
PIĄTEK 11:00 Rzepin
12:00 Dębno
14:00 ślub Jacka i Asi!!!!
od trzech tygodni apeluję, mówię, przypominam, muszę lecieć do Poznania w czwartek rano, aby zdążyć na ślub. wszyscy mają głęboko w dupie i jeszcze mi mówią, że powinnam się cieszyć że znaleźli dla mnie w ogóle miejsce w samolocie. kuuuuryyyyywa!!!
przed wczoraj chciałam rzucić pracę.
dzisiaj był dobry dzień, dobra grupa, spotkanie z ludźmi z pracy których lubię. wszystko na chwilę wróciło do normy.
po zmianach mojego lotu... NIEEEE! dziękuję. ile może być szans, ile można wierzyć, że coś się zmieni, że burdel zniknie. NIEEEE!!!
ŚRODA/CZWARTEK śpię w Orebiću, czyli wyruszam transferem o 3:00 rano
CZWARTEK 3:00 - 6:00 transfer na lotnisko
8:00 - popcorn
9:00 transfery na północ Chorwacji i chuj wie gdzie jeszcze
o 20:00 mam samolot do Polski, ale nie do Poznania, nieeeeee, do Warszawy kurwa.
W Warszawie samolot powinien być o 21:45, i wtedy mam pociąg o 23:00.
ale już wiem, że ten samolot spóźni się conajmniej 2 godziny, co mi daje możliwość na kolejny pociąg o 6:00 rano z Warszawy do Rzepina.
PIĄTEK 11:00 Rzepin
12:00 Dębno
14:00 ślub Jacka i Asi!!!!
od trzech tygodni apeluję, mówię, przypominam, muszę lecieć do Poznania w czwartek rano, aby zdążyć na ślub. wszyscy mają głęboko w dupie i jeszcze mi mówią, że powinnam się cieszyć że znaleźli dla mnie w ogóle miejsce w samolocie. kuuuuryyyyywa!!!
przed wczoraj chciałam rzucić pracę.
dzisiaj był dobry dzień, dobra grupa, spotkanie z ludźmi z pracy których lubię. wszystko na chwilę wróciło do normy.
po zmianach mojego lotu... NIEEEE! dziękuję. ile może być szans, ile można wierzyć, że coś się zmieni, że burdel zniknie. NIEEEE!!!
sobota, 15 września 2012
a jebem ti...
dzisiaj wszystkim puściły hamulce...
Lenko - mój kierowca - od 3 dni wisi na telefonie, bo młodej parze na podróży poślubnej zaginęły obrączki czyt. zostawili je w hotelu -_-. Lenko poczciwy chłopina pozwolił, aby hotel nadał te obrączki na jego adres. tymczasem paczka z nimi zaginęła, Lenko szuka po całej chorwackiej poczcie. znalezione, ale Lenko musi odebrać osobiście... ale jak, skoro ciągle w trasie... itd. itp. cała ekipa pilotów, kontrahentów i rezydentów postawiona na nogi.
dziś dzwoni do mnie kontrahent, że w hotelu zostały 2 moje walizki. Ogłaszam w autokarze czy każdy wziął swoją walizkę. cisza. dojeżdżamy do kolejnego hotelu, wszyscy wypakowują swoje walizki, a jedne małżeństwo "a dzie je moja waliska?" (jak to mówią Chorwaci po polsku ;) a jebem ti walizku!!!!
dzwonię do kontrahenta, że jednak to moi zostawili te walizki i... w tym momencie słyszę po drugiej stronie słuchawki: "buahahahahahahaha"
O_O nie mogę! wybucham i ja "buhahahahahahahha"
- i co pewnie są uhahahani? i co?
- no i nic, ja jestem w Baszkiej Vodzie, a walizki w Szibeniku i jest zajebiście
- buahahahahha no zajebista sprawa!!! - i słyszę jak leje ze śmiechu nie może dojść do słowa i w końcu mówi "podoba mi się współpraca z Tobą" i razem lejemy :P
dzwonię do koordynatorki, czy coś jedzie co może zabrać te walizki:
ja - hihihi, wiesz co, moi zostawili walizki w Szibeniku
k - buahahahahaha i co mają się one tam dobrze??? :D
za chwilę dzwoni rezydentka:
A - buahahahahha Basiaaaaa buahahahahha, nie mogę.... buahahaha
ja - buahahaha
A - tzn wiesz z czym dzwonię?
ja - tia....
A - no bo nie uwierzysz, przed chwilą rozwiązałam sprawę obrączek, które....
ja - tak tak wszystko wiem, jeżdżę z Lenko -_-
A - buahahaahhahaha!!
przed chwilą wróciłam z Makarskiej. Lenko podwiózł mnie 10km dalej, abym mogła Państwu bez walizek zakupić szczoteczki do zębów -_-
a jebem ti sve!
buahahahaha :D
Lenko - mój kierowca - od 3 dni wisi na telefonie, bo młodej parze na podróży poślubnej zaginęły obrączki czyt. zostawili je w hotelu -_-. Lenko poczciwy chłopina pozwolił, aby hotel nadał te obrączki na jego adres. tymczasem paczka z nimi zaginęła, Lenko szuka po całej chorwackiej poczcie. znalezione, ale Lenko musi odebrać osobiście... ale jak, skoro ciągle w trasie... itd. itp. cała ekipa pilotów, kontrahentów i rezydentów postawiona na nogi.
dziś dzwoni do mnie kontrahent, że w hotelu zostały 2 moje walizki. Ogłaszam w autokarze czy każdy wziął swoją walizkę. cisza. dojeżdżamy do kolejnego hotelu, wszyscy wypakowują swoje walizki, a jedne małżeństwo "a dzie je moja waliska?" (jak to mówią Chorwaci po polsku ;) a jebem ti walizku!!!!
dzwonię do kontrahenta, że jednak to moi zostawili te walizki i... w tym momencie słyszę po drugiej stronie słuchawki: "buahahahahahahaha"
O_O nie mogę! wybucham i ja "buhahahahahahahha"
- i co pewnie są uhahahani? i co?
- no i nic, ja jestem w Baszkiej Vodzie, a walizki w Szibeniku i jest zajebiście
- buahahahahha no zajebista sprawa!!! - i słyszę jak leje ze śmiechu nie może dojść do słowa i w końcu mówi "podoba mi się współpraca z Tobą" i razem lejemy :P
dzwonię do koordynatorki, czy coś jedzie co może zabrać te walizki:
ja - hihihi, wiesz co, moi zostawili walizki w Szibeniku
k - buahahahahaha i co mają się one tam dobrze??? :D
za chwilę dzwoni rezydentka:
A - buahahahahha Basiaaaaa buahahahahha, nie mogę.... buahahaha
ja - buahahaha
A - tzn wiesz z czym dzwonię?
ja - tia....
A - no bo nie uwierzysz, przed chwilą rozwiązałam sprawę obrączek, które....
ja - tak tak wszystko wiem, jeżdżę z Lenko -_-
A - buahahaahhahaha!!
przed chwilą wróciłam z Makarskiej. Lenko podwiózł mnie 10km dalej, abym mogła Państwu bez walizek zakupić szczoteczki do zębów -_-
a jebem ti sve!
buahahahaha :D
niedziela, 9 września 2012
O_O
grupa ciężka do ogarnięcia
pijany koleś w rowie
zgubienie przez niego dokumentów
akcja poszukiwawcza
odnalezione w jego torbie -_-'
pani Dama dalej w akcji "w moim pokoju coś buczy, co to jest?"
i wchodzę w końcu do pokoju, rzucam się na łóżko, już odlatuję, kiedy dociera do mnie szum morza. otwieram balkon, a tam: O_O
pierwszy taki pokój w tym sezonie...
pobiegłam na plażę i pierwsze moczenie stóp po 11 dniach jeżdżenia po wybrzeżu:
pijany koleś w rowie
zgubienie przez niego dokumentów
akcja poszukiwawcza
odnalezione w jego torbie -_-'
pani Dama dalej w akcji "w moim pokoju coś buczy, co to jest?"
i wchodzę w końcu do pokoju, rzucam się na łóżko, już odlatuję, kiedy dociera do mnie szum morza. otwieram balkon, a tam: O_O
pierwszy taki pokój w tym sezonie...
pobiegłam na plażę i pierwsze moczenie stóp po 11 dniach jeżdżenia po wybrzeżu:
krwawy czwartek
czwartek skończył się dla mnie pogotowiem w Neum, w Bośni. zmęczenie, zatrucie, mdlenie na lotnisku i rzyganie przy turystach -_-'
- przepraszam co Pani jadła?
- czekoladkę bananową
- ... (w tle) Kochanie, nie możemy jeść czekoladek bananowych!!! ....
tak naprawdę później czynnikiem mojego zatrucia okazała się kanapka z lunch paketu... nic nie tknę już w Neum, nie mogę patrzeć na bananowe czekoladki i banany też. jak widzę szynkę odwracam się.
Zdychałam cały dzień, mdlejącą zapakowali mnie od razu w busa na pogotowie. Wylądowałam pod kroplówką. Pani doktór kazała mi odpoczywać... tia...
dobrze, że kroplówa mnie tak podniosła na nogi, że jeszcze tego dnia spotkałam się z częścią mojej grupy, wykąpałam się i krótkie sprawozdanie na skypie. Następnego dnia tylko "Pańśtwo idą tam za przewodnikiem", a ja cierpiałam w autokarze. Dopiero wczoraj lepiej, a dzisiaj po 3 dniach o chlebie i wodzie...
właśnie wciągnęłam wielką sałatkę z krewetkami ^^ i siedzę właśnie w Splicie w barze Figa (moje nowe genialne odkrycie). Odpoczywam i dochodzę do siebie na lżejszym programie "zapach wina i lawendy"
dżizas, jestem w połowie wyjazdu! 3majcie kciuki, żebym przeżyła.
- przepraszam co Pani jadła?
- czekoladkę bananową
- ... (w tle) Kochanie, nie możemy jeść czekoladek bananowych!!! ....
tak naprawdę później czynnikiem mojego zatrucia okazała się kanapka z lunch paketu... nic nie tknę już w Neum, nie mogę patrzeć na bananowe czekoladki i banany też. jak widzę szynkę odwracam się.
Zdychałam cały dzień, mdlejącą zapakowali mnie od razu w busa na pogotowie. Wylądowałam pod kroplówką. Pani doktór kazała mi odpoczywać... tia...
dobrze, że kroplówa mnie tak podniosła na nogi, że jeszcze tego dnia spotkałam się z częścią mojej grupy, wykąpałam się i krótkie sprawozdanie na skypie. Następnego dnia tylko "Pańśtwo idą tam za przewodnikiem", a ja cierpiałam w autokarze. Dopiero wczoraj lepiej, a dzisiaj po 3 dniach o chlebie i wodzie...
właśnie wciągnęłam wielką sałatkę z krewetkami ^^ i siedzę właśnie w Splicie w barze Figa (moje nowe genialne odkrycie). Odpoczywam i dochodzę do siebie na lżejszym programie "zapach wina i lawendy"
dżizas, jestem w połowie wyjazdu! 3majcie kciuki, żebym przeżyła.
środa, 5 września 2012
kaos
hrv. kaos!!! kaos je ovde. niko nista ne zna, ni gde, ni sta, ni koga, ni kada. jebem ti sve!
pierwszy tydzień odhaczony! jeszcze 2... jebem ti sve!!
pierwszy tydzień odhaczony! jeszcze 2... jebem ti sve!!
poniedziałek, 3 września 2012
co trzyma przy życiu...
dziś znów dzień masakra. wczesny wyjazd. konflikt w grupie. 40 stopni w powietrzu. opóźnienie. moje zatrucie i mdlenie. i do tego pożary i blokada kolejki do hotelu... dżizas!
mimo wszystko grupa uśmiechnięta :) tyle dobrego :)
poratowałam się rakiją, zasnęłam na godzinę, obudziłam się i nie mogę spać. i myślę o Bałkanach, które kocham... a jeszcze cudownie jest kochać na Bałkanach, więc trochę wspomnień (które już dawno chciałam wrzucić):
Zagreb, bazar
Sarajewo, miejsce zamachu na Franza Ferdinada
Drven Grad, wioska Kusturicy
Belgrad, kafana "?"
mimo wszystko grupa uśmiechnięta :) tyle dobrego :)
poratowałam się rakiją, zasnęłam na godzinę, obudziłam się i nie mogę spać. i myślę o Bałkanach, które kocham... a jeszcze cudownie jest kochać na Bałkanach, więc trochę wspomnień (które już dawno chciałam wrzucić):
Zagreb, bazar
Sarajewo, miejsce zamachu na Franza Ferdinada
Drven Grad, wioska Kusturicy
Belgrad, kafana "?"
niedziela, 2 września 2012
Padam na cycki
tekst przygotowany 2 dni temu:
sRainbow dzień drugi. Od wczoraj zdążyłam się zastanowić 100 razy dlaczego ja tu jeszcze pracuję. I nie wiem. Może z przyzwyczajenia, z obawy przed znalezieniem innego biura, które mnie przyjmie, z obawy przed utratą pracy w ogóle. W każdym razie… what my friends think I do…
and what I really do:
wyjechałam z domu o godzinie 21:00 w środę. K. zawiózł mnie na pociąg do Szczecina
22:47 Szczecin-Poznań (kima 2h)
Czwartek 1:30 Poznań PKP – Poznań Ławica
4:45 wylot Poznań – Dubrovnik (kima 2h - Międzylądowanie w Bydgoszczy przespane)
8:30 Dubrovnik, transfer nr 1 – czyli turystów, którzy właśnie przylecieli trzeba zawieść do hoteli. Trasa Dubrovnik – Neum – Vodice. Po drodze pauza, kierowca wciska we mnie obiad – dzięki Bogu!! W Vodicach kończę meldować ludzi 15:15 (15min spóźnienia na obiad). Międzyczasie dowiaduję się o błednych listach, zamiast grupy 40os. Dostaję 26os. – Wszystko w plecy, bo wydrukowałam wszelką papirologię na 40 innych ludzi, niż są w mojej grupie. Nie mam absolutnie nic.
15:50 dostaję nowe listy, Express printing with a Little bit help of miss from Deception
15:58 biegnę do autokaru
16:00 kolejny transfer z Vodic na lotnisko do Splitu, po drodze zbieramy ludzi z 6 hoteli
18:00 – lotnisko Split, samolot ma przylecieć 19:30, jedziemy z kierowcą coś zjeść, dostajemy informację – opóźnienie, samolot będzie 20:15
20:00 – kolejne opóźnienie, będzie o 22:00, robię listy, układam program, spisuję miejsca w autokarze, kawa-cola-kawa-cola. Wszyscy dostają głupawki…
Ok.22:00 zasypiam na stojąco
22:30 przylatuje
22:45 wystrzela popcorn (wychodzą ludzie), pakuję 2 autokary jednocześnie, latam między jednym a drugim, pakuję 80osób wg hoteli, kolejności wysiadania itp. itd. 100 pytań do….
23:30 jestem ze swoją grupą w hotelu docelowym, zostawiamy bagaże idziemy na kolację (!), ja nie idę, wyciągam bagaże z autokaru, który nie jest moim docelowym, czyli moja walizka, 2 walizki z odbiornikami dla turystów (moja i praktykantki), karton baterii, reklamówa słuchawek i stos moich papierów.
23:45 na recepcję przychodzą pierwsi, którzy zjedli – chcą klucze, kwateruję ludzi, tłumaczę co gdzie jak. Obok zagubiona praktykantka – pomagam jej.
00:30 jestem w pokoju po 27 i pół godzinach od wyjścia z domu. Czuję, że śmierdzę, nóg nie czuję. Prysznic, papirologia i pakowanie się na dzień następny.
1:45 – łóżko
6:45 pobudka, śniadanie, zbiórka, 8:00 wyjazd na zwiedzanie i powrót do hotelu 19:00 K. na skypie, kolacja, papirologia i teraz jest 22:14 i sama się sobie dziwię, że znalazłam siłę, aby to napisać.
A na bloga wrzucę to jutro, bo pieprzony Internet na Bałkanach działa tylko na pieprzonych recepcjach, a ja siedzę na swoim balkonie i nie jestem w stanie nawet cieszyć się widokiem pięknie oświetlonego Trogiru w oddali…
sRainbow dzień drugi. Od wczoraj zdążyłam się zastanowić 100 razy dlaczego ja tu jeszcze pracuję. I nie wiem. Może z przyzwyczajenia, z obawy przed znalezieniem innego biura, które mnie przyjmie, z obawy przed utratą pracy w ogóle. W każdym razie… what my friends think I do…
and what I really do:
wyjechałam z domu o godzinie 21:00 w środę. K. zawiózł mnie na pociąg do Szczecina
22:47 Szczecin-Poznań (kima 2h)
Czwartek 1:30 Poznań PKP – Poznań Ławica
4:45 wylot Poznań – Dubrovnik (kima 2h - Międzylądowanie w Bydgoszczy przespane)
8:30 Dubrovnik, transfer nr 1 – czyli turystów, którzy właśnie przylecieli trzeba zawieść do hoteli. Trasa Dubrovnik – Neum – Vodice. Po drodze pauza, kierowca wciska we mnie obiad – dzięki Bogu!! W Vodicach kończę meldować ludzi 15:15 (15min spóźnienia na obiad). Międzyczasie dowiaduję się o błednych listach, zamiast grupy 40os. Dostaję 26os. – Wszystko w plecy, bo wydrukowałam wszelką papirologię na 40 innych ludzi, niż są w mojej grupie. Nie mam absolutnie nic.
15:50 dostaję nowe listy, Express printing with a Little bit help of miss from Deception
15:58 biegnę do autokaru
16:00 kolejny transfer z Vodic na lotnisko do Splitu, po drodze zbieramy ludzi z 6 hoteli
18:00 – lotnisko Split, samolot ma przylecieć 19:30, jedziemy z kierowcą coś zjeść, dostajemy informację – opóźnienie, samolot będzie 20:15
20:00 – kolejne opóźnienie, będzie o 22:00, robię listy, układam program, spisuję miejsca w autokarze, kawa-cola-kawa-cola. Wszyscy dostają głupawki…
Ok.22:00 zasypiam na stojąco
22:30 przylatuje
22:45 wystrzela popcorn (wychodzą ludzie), pakuję 2 autokary jednocześnie, latam między jednym a drugim, pakuję 80osób wg hoteli, kolejności wysiadania itp. itd. 100 pytań do….
23:30 jestem ze swoją grupą w hotelu docelowym, zostawiamy bagaże idziemy na kolację (!), ja nie idę, wyciągam bagaże z autokaru, który nie jest moim docelowym, czyli moja walizka, 2 walizki z odbiornikami dla turystów (moja i praktykantki), karton baterii, reklamówa słuchawek i stos moich papierów.
23:45 na recepcję przychodzą pierwsi, którzy zjedli – chcą klucze, kwateruję ludzi, tłumaczę co gdzie jak. Obok zagubiona praktykantka – pomagam jej.
00:30 jestem w pokoju po 27 i pół godzinach od wyjścia z domu. Czuję, że śmierdzę, nóg nie czuję. Prysznic, papirologia i pakowanie się na dzień następny.
1:45 – łóżko
6:45 pobudka, śniadanie, zbiórka, 8:00 wyjazd na zwiedzanie i powrót do hotelu 19:00 K. na skypie, kolacja, papirologia i teraz jest 22:14 i sama się sobie dziwię, że znalazłam siłę, aby to napisać.
A na bloga wrzucę to jutro, bo pieprzony Internet na Bałkanach działa tylko na pieprzonych recepcjach, a ja siedzę na swoim balkonie i nie jestem w stanie nawet cieszyć się widokiem pięknie oświetlonego Trogiru w oddali…
sobota, 1 września 2012
30.08.2011-30.08.2012
minął rok odkąd nie ma Leszka. nic pod tym względem się nie zmieniło. nadal strasznie boli. jakby wszystko wydarzyło się wczoraj...
przed wyjazdem i przed samą rocznicą poszliśmy na cmentarz. zabrzmiało wish you were here. to jedyna piosenka, której nie było na pogrzebie. odtwarzacz ją przeskoczył. było mi przykro z tego powodu, ponieważ Tato ją uwielbiał i pamiętam jak mi opowiadał, że została napisana po odejściu z zespołu gitarzysty Syda Barretta. po pogrzebie Irena stwierdziła, że dobrze, że piosenka nie poleciała bo rozpieprzyła by nas jeszcze bardziej. może Leszek tego nie chciał... może wolał posłuchać jej za rok.
natomiast ja ok 13:00 30.08.2012 byłam już w Chorwacji gdzieś pomiędzy Splitem a Vodicami i gdzieś pomiędzy 9 a 10 wkurwem na cały srainbołowski świat i próbowałam się ratować myśleniam o Chorwacji z Leszkiem i Henią, ale wtedy chciało mi się ryczeć, więc starałam się zachować uśmiech na twarzy, aby ludzie nie widzieli i chyba pierwszy raz w swojej karierze pilota wycieczek dostałam aż takiego słowotoku. gadać gadać gadać!!! a pomiędzy gadaniem pomagał mi swoją energią kierowca Pero i dziękowałam Bogu, że akurat z nim jadę...
Tato, how I wish You were here...
przed wyjazdem i przed samą rocznicą poszliśmy na cmentarz. zabrzmiało wish you were here. to jedyna piosenka, której nie było na pogrzebie. odtwarzacz ją przeskoczył. było mi przykro z tego powodu, ponieważ Tato ją uwielbiał i pamiętam jak mi opowiadał, że została napisana po odejściu z zespołu gitarzysty Syda Barretta. po pogrzebie Irena stwierdziła, że dobrze, że piosenka nie poleciała bo rozpieprzyła by nas jeszcze bardziej. może Leszek tego nie chciał... może wolał posłuchać jej za rok.
natomiast ja ok 13:00 30.08.2012 byłam już w Chorwacji gdzieś pomiędzy Splitem a Vodicami i gdzieś pomiędzy 9 a 10 wkurwem na cały srainbołowski świat i próbowałam się ratować myśleniam o Chorwacji z Leszkiem i Henią, ale wtedy chciało mi się ryczeć, więc starałam się zachować uśmiech na twarzy, aby ludzie nie widzieli i chyba pierwszy raz w swojej karierze pilota wycieczek dostałam aż takiego słowotoku. gadać gadać gadać!!! a pomiędzy gadaniem pomagał mi swoją energią kierowca Pero i dziękowałam Bogu, że akurat z nim jadę...
Tato, how I wish You were here...
piątek, 17 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
No Mans Land(2001) - Who Started the War?
10 km za Gorzowem
Mama - a może byśmy pojechały do Renic?
ja - możemy, ale jak mam teraz jechać?
Mama - no jest taki zjazd na Renice
ja - O_o (niekojarząc) jak wiesz gdzie jest możemy jechać... i jadę dalej....
15 km za Gorzowem
Mama - o Jezu! gdzie my jesteśmy? gdzie Ty jedziesz?????!!!
ja - -_-" a gdzie mam jechać?
M - no miałaś zjechać na Renice!
ja - a był jakiś zjazd?
M- no jest jak się z Gorzowa wyjeżdża jest autostrada na Szczecin!!!
ja - (kurywa) Mamo, że chcesz jechać do Renic powiedziałaś mi 10km za Gorzowem!!!
M - aj wiesz co, nic już nie mów, teraz to już bez sensu, nie musisz tam jechać!
ja - O_O! i co jeszcze teraz to moja wina?! że nie pomyślałam w Gorzowie, że za 10km będziesz chciała jechać do Renic i że nie zjechałam wcześniej???
M - oczywiście, że to Twoja wina!
i w tym momencie wyobraziłam sobie scenę z filmu "Ziemia niczyja" i to ja mam karabin i pytam Ją "czyja to wina, ha?"
Mama - a może byśmy pojechały do Renic?
ja - możemy, ale jak mam teraz jechać?
Mama - no jest taki zjazd na Renice
ja - O_o (niekojarząc) jak wiesz gdzie jest możemy jechać... i jadę dalej....
15 km za Gorzowem
Mama - o Jezu! gdzie my jesteśmy? gdzie Ty jedziesz?????!!!
ja - -_-" a gdzie mam jechać?
M - no miałaś zjechać na Renice!
ja - a był jakiś zjazd?
M- no jest jak się z Gorzowa wyjeżdża jest autostrada na Szczecin!!!
ja - (kurywa) Mamo, że chcesz jechać do Renic powiedziałaś mi 10km za Gorzowem!!!
M - aj wiesz co, nic już nie mów, teraz to już bez sensu, nie musisz tam jechać!
ja - O_O! i co jeszcze teraz to moja wina?! że nie pomyślałam w Gorzowie, że za 10km będziesz chciała jechać do Renic i że nie zjechałam wcześniej???
M - oczywiście, że to Twoja wina!
i w tym momencie wyobraziłam sobie scenę z filmu "Ziemia niczyja" i to ja mam karabin i pytam Ją "czyja to wina, ha?"
wtorek, 31 lipca 2012
basin hleb
zanim wrzucę foty z ostatnich dwóch tygodni - chwila przerwy i prezentacja mojego prezentu ^^ gliniana forma do wypiekania chleba wykonana własnoręcznie przez K. z wytłoczonym napisem "Basin hleb" (po serbsku). A oto rezultat pierwszego pieczenia:
nie mogę się nacieszyć ^^
p.s. podziękowania dla Any za pomoc w niespodziance ;)
nie mogę się nacieszyć ^^
p.s. podziękowania dla Any za pomoc w niespodziance ;)
poniedziałek, 30 lipca 2012
Balkans
- czuję, że się związałem z tym regionem i w pewnym sensie trochę będę tęsknił...
- Bałkany uzależniają, to fakt.
2 tygodnie wspólnego domu na 4 kółkach, w ponad 10 miejscach docelowych, na drogach prostych, krętych, górskich i nadmorskich, 3 noce w namiocie - 2 podczas burzy, 1 na plaży, w zgodzie i niezgodzie, w słońcu i niepogodzie - przetrwaliśmy i wróciliśmy. do domu czy z domu?
- Bałkany uzależniają, to fakt.
2 tygodnie wspólnego domu na 4 kółkach, w ponad 10 miejscach docelowych, na drogach prostych, krętych, górskich i nadmorskich, 3 noce w namiocie - 2 podczas burzy, 1 na plaży, w zgodzie i niezgodzie, w słońcu i niepogodzie - przetrwaliśmy i wróciliśmy. do domu czy z domu?
czwartek, 19 lipca 2012
z podrozy...
jestesmy w drodze. jestesmy w Sarajewie. jedziemy, ogladamy, zachwycamy sie badz nie, jemy pysznosci i paskudztwa, jutro bedziemy w Czarnogorze, jestesmy szczesliwi :)
czwartek, 12 lipca 2012
zawiesina
co się dzieje? z każdym dniem dochodzi coś nowego. już był piękny plan, za 2 godziny mieliśmy wyjeżdżać. telefon ze Śląska, że rezonans popsuty. mieliśmy zawieźć Mamę na zabieg, a potem jechać dalej. do tego jeszcze nie wiadomo czy nasze auto dostanie przegląd. czy pojedziemy z Mamą czy bez. kto ją wtedy za tydzień zawiezie? nocleg w Wiedniu też odwołany. na niedzielę mamy bilety na EXIT, czy zdążymy? nie mam obiektywu... dziwne, ale właśnie to mnie dobiło. brak możliwości. jednego dnia zostają mi pożyczone cudeńka, cudownie się z nimi pracuje. a sama jadę bez niczego... tak bardzo czekałam na ten obiektyw...
i wciąż idę, a w mojej głowie niebezpiecznie NIC.
zawiesiłam się. usiadłam niespakowana i nie chce mi się dupy podnieść.
staram się myśleć o tym, że jak dojedziemy to położę się nad Dunajem i tak będę leżeć.
i wciąż idę, a w mojej głowie niebezpiecznie NIC.
zawiesiłam się. usiadłam niespakowana i nie chce mi się dupy podnieść.
staram się myśleć o tym, że jak dojedziemy to położę się nad Dunajem i tak będę leżeć.
środa, 11 lipca 2012
teraz Ja Ty
wypluj mnie już, niech się stanieeeee!!!
niech się stanie i w końcu wszystko załatwimy, spakujemy się i pojedziemy... niech!
poniedziałek, 9 lipca 2012
5 dni
wszystko się pieprzy. już przesunęliśmy wyjazd o pół dnia.
czy namiot przyjdzie na czas?
czy zdążą zrobić klimatyzację?
czy zdążymy wyrobić dowód rejestracyjny?
jakoś mnie to aż tak nie martwi, jakoś nie wierzę jeszcze, że w ogóle jedziemy, chociaż mamy już zarezerwowane noclegi w Nowym Sadzie, Mokrej Gorze i Sarajewie... ^^
odwieczne marzenie... autem przez Bałkany tylko we dwoje ^^
czy namiot przyjdzie na czas?
czy zdążą zrobić klimatyzację?
czy zdążymy wyrobić dowód rejestracyjny?
jakoś mnie to aż tak nie martwi, jakoś nie wierzę jeszcze, że w ogóle jedziemy, chociaż mamy już zarezerwowane noclegi w Nowym Sadzie, Mokrej Gorze i Sarajewie... ^^
odwieczne marzenie... autem przez Bałkany tylko we dwoje ^^
piątek, 6 lipca 2012
uczucie
i choć chory, przeziębiony, z ospą wieczną czy też wietrzną (niewiadomo) błysk w oczach ma ten sam :)
i jak tylko widzę ten błysk to tysiąc myśli przebiega prze moją głowę... że nigdy wcześniej nie czułam się tak cudownie, że nie było mi tak dobrze z drugim człowiekiem, że mam wszystko, że się rozpływam, że chcę go przytulić, pocałować, że chcę trwać w tej chwili, że kocham Kocham KOCHAM! i wiem, że On też kocha :]
a jak ja Go będę kochać, jak się wykuruje przed naszym wyjazdem i nie sprzeda mi tego niewiadomego choróbska do i podczas wyjazdu ;)
tydzień...
i jak tylko widzę ten błysk to tysiąc myśli przebiega prze moją głowę... że nigdy wcześniej nie czułam się tak cudownie, że nie było mi tak dobrze z drugim człowiekiem, że mam wszystko, że się rozpływam, że chcę go przytulić, pocałować, że chcę trwać w tej chwili, że kocham Kocham KOCHAM! i wiem, że On też kocha :]
a jak ja Go będę kochać, jak się wykuruje przed naszym wyjazdem i nie sprzeda mi tego niewiadomego choróbska do i podczas wyjazdu ;)
tydzień...
czwartek, 5 lipca 2012
"A"
pierwszy dzień po powrocie w biurze PZU.
był już jeden Pan, który rzucił mi na biurko kwit z PZU Życie (ja pitolę, kiedy to się skończy?!), ale to było nic - uśmiechnęłam się z niedowierzaniem, że to się nadal dzieje.
i była Pani Graniczna.
to dwie rzeczy, które mnie wyprowadzają tutaj z równowagi.
P. Graniczna wyciągnęła swojego syna z pracy, aby przyjechał z nią z Namyślina do Dębna, ponieważ znalazła po 3 miesiącach błąd w polisie - MAŁGORZTA ... brak tej jednej literki "A" tak mi podniósł ciśnienie, że już nie muszę sobie kawy robić -_- !
nienawidzę, kiedy ludzie wchodzą od razu z gębą! nie wiadomo o co chodzi, co się stało, ale już lecą pretensje, wyrzuty, wyzywanie mnie. kiedy się spokojnie pytam o co chodzi i kobieta najpierw przez 10min szuka tej polisy, a jej syn dostaje białej gorączki by w końcu ją znaleźć i wytknąć mi "A" w polisie nie mojej, a mojej Mamy... ja nawet przestaję się uśmiechać - zamieniam się od razu w potwora!
jeżdżę do Namyślina, pilnuję terminów, zakładam pieniądze za kobietę, użeram się z nią kiedy nie chce mi otworzyć drzwi mówiąc że dziś nikogo nie przyjmuje, jak przyjedzie do Dębna to odwożę ją autem do Namyślina A ONA DO MNIE Z PYSKIEM O NIE MÓJ BŁĄD I JAKI BŁĄD? "A"
"A" jebem ti sve!!!
był już jeden Pan, który rzucił mi na biurko kwit z PZU Życie (ja pitolę, kiedy to się skończy?!), ale to było nic - uśmiechnęłam się z niedowierzaniem, że to się nadal dzieje.
i była Pani Graniczna.
to dwie rzeczy, które mnie wyprowadzają tutaj z równowagi.
P. Graniczna wyciągnęła swojego syna z pracy, aby przyjechał z nią z Namyślina do Dębna, ponieważ znalazła po 3 miesiącach błąd w polisie - MAŁGORZTA ... brak tej jednej literki "A" tak mi podniósł ciśnienie, że już nie muszę sobie kawy robić -_- !
nienawidzę, kiedy ludzie wchodzą od razu z gębą! nie wiadomo o co chodzi, co się stało, ale już lecą pretensje, wyrzuty, wyzywanie mnie. kiedy się spokojnie pytam o co chodzi i kobieta najpierw przez 10min szuka tej polisy, a jej syn dostaje białej gorączki by w końcu ją znaleźć i wytknąć mi "A" w polisie nie mojej, a mojej Mamy... ja nawet przestaję się uśmiechać - zamieniam się od razu w potwora!
jeżdżę do Namyślina, pilnuję terminów, zakładam pieniądze za kobietę, użeram się z nią kiedy nie chce mi otworzyć drzwi mówiąc że dziś nikogo nie przyjmuje, jak przyjedzie do Dębna to odwożę ją autem do Namyślina A ONA DO MNIE Z PYSKIEM O NIE MÓJ BŁĄD I JAKI BŁĄD? "A"
"A" jebem ti sve!!!
poniedziałek, 2 lipca 2012
moja kuća je bez krova
chciałam już wracać bardzo. do K.
i jednocześnie nie chciałam wracać wcale. do H.
wytrzymała 4 dni i zaczęło się.
-wydaje mi się, że Ty w ogóle nie myślisz. życie to nie tylko przyjemności
-trwonisz pieniądze. co robisz z tymi pieniędzmi?
-nie wiesz co robisz, w co się pakujesz
-masz mnie w dupie. zostawiasz mnie.
i kolejne uświadamiania, które i tak nic nie daje
-kolejny wyjazd - zaplanowany od dawna, mogę - jadę. zło, bo to przyjemność.
-nie utrzymujesz mnie! zarabiam sama na siebie i jeszcze się dokładam do domu.
-nie wiem i przekonam się SAMA.
-zostawiam Cię na 1 miesiąc w całym roku (2tyg Macedonia, 4 dni Wenecja, 2 tyg. autem przez Bałkany), a resztę miesięcy kiedy wyjeżdżam to pracuję.
nie jestem już dzieckiem. chcę stworzyć własne życie. zarabiam na siebie. spłacam Twój jebany kredyt. pomogę, ale nie będę pracować dla jebanego PZU!!!
boję się przyszłość z nią. powoli brakuje mi siły i boję się, że nie dam rady. sama się zamyka, stawia bariery. pyta się mnie od kiedy jestem taka mądra i kiedy to niby tak dorosłam??? KURRRRRWA! brak mi słów, witki mi opadają, oczy mam wybałuszone i nie wierzę, że to słyszę. Bo tylko ona ma prawo przeżywać śmierć Taty i wydaje jej się, że tylko ona dźwiga ten krzyż związany z naszym utrzymaniem. i ona haruje, a ja mam tylko przyjemności.
a ja psychicznie już głupieję i rozdarta nie wiem czy robię dobrze, czy źle. wydaje mi się, że mam prawo do własnego życia, ale za chwilę dręczą mnie wyrzuty sumienia, a potem znów myślę, że to tylko manipulacja, a potem znów, że może ona ma rację.
głupieję i po raz pierwszy jestem w sytuacji gdzie mam ochotę usiąść i się rozpłakać, bo nie widzę rezultatów walki.
i jednocześnie nie chciałam wracać wcale. do H.
wytrzymała 4 dni i zaczęło się.
-wydaje mi się, że Ty w ogóle nie myślisz. życie to nie tylko przyjemności
-trwonisz pieniądze. co robisz z tymi pieniędzmi?
-nie wiesz co robisz, w co się pakujesz
-masz mnie w dupie. zostawiasz mnie.
i kolejne uświadamiania, które i tak nic nie daje
-kolejny wyjazd - zaplanowany od dawna, mogę - jadę. zło, bo to przyjemność.
-nie utrzymujesz mnie! zarabiam sama na siebie i jeszcze się dokładam do domu.
-nie wiem i przekonam się SAMA.
-zostawiam Cię na 1 miesiąc w całym roku (2tyg Macedonia, 4 dni Wenecja, 2 tyg. autem przez Bałkany), a resztę miesięcy kiedy wyjeżdżam to pracuję.
nie jestem już dzieckiem. chcę stworzyć własne życie. zarabiam na siebie. spłacam Twój jebany kredyt. pomogę, ale nie będę pracować dla jebanego PZU!!!
boję się przyszłość z nią. powoli brakuje mi siły i boję się, że nie dam rady. sama się zamyka, stawia bariery. pyta się mnie od kiedy jestem taka mądra i kiedy to niby tak dorosłam??? KURRRRRWA! brak mi słów, witki mi opadają, oczy mam wybałuszone i nie wierzę, że to słyszę. Bo tylko ona ma prawo przeżywać śmierć Taty i wydaje jej się, że tylko ona dźwiga ten krzyż związany z naszym utrzymaniem. i ona haruje, a ja mam tylko przyjemności.
a ja psychicznie już głupieję i rozdarta nie wiem czy robię dobrze, czy źle. wydaje mi się, że mam prawo do własnego życia, ale za chwilę dręczą mnie wyrzuty sumienia, a potem znów myślę, że to tylko manipulacja, a potem znów, że może ona ma rację.
głupieję i po raz pierwszy jestem w sytuacji gdzie mam ochotę usiąść i się rozpłakać, bo nie widzę rezultatów walki.
piątek, 29 czerwca 2012
dom poza światem
home, chociaż jeszcze nie było mnie w domu.
K. wpada na lotnisko z deseczką, na której jest wyryty napis LUDA DEVOJKA!!
powitanie, ściskanie, pocałunki i porwanie.
dzień tylko dla nas. poza światem.
K. wpada na lotnisko z deseczką, na której jest wyryty napis LUDA DEVOJKA!!
powitanie, ściskanie, pocałunki i porwanie.
dzień tylko dla nas. poza światem.
poniedziałek, 18 czerwca 2012
dżizas!
przedwczoraj jebem ti HOTEL, wczoraj jebem ti AUTOKAR, dziś jebem ti WARSZAWIAKÓW i jebem ti BRAK WODY. neću vise pitati sta jos....
Gosia - proszę państwa na prawo widać...
Warszawiak - A CO MAJĄ ZROBIĆ CI KTÓRZY SIEDZĄ PO LEWEJ???
ja - MOŻE ZECHCE PAN SIĘ PODNIEŚĆ, WTEDY LEPIEJ WIDAĆ (kur.. jeb.... Twoja mać)!
Gosia - CAŁA PRAWA STRONA WSTAJE, BO ZARAZ PO LEWEJ STRONIE BĘDZIE WIDAĆ....
:D
Uwielbiam tę kobietę!!
Gosia - proszę państwa na prawo widać...
Warszawiak - A CO MAJĄ ZROBIĆ CI KTÓRZY SIEDZĄ PO LEWEJ???
ja - MOŻE ZECHCE PAN SIĘ PODNIEŚĆ, WTEDY LEPIEJ WIDAĆ (kur.. jeb.... Twoja mać)!
Gosia - CAŁA PRAWA STRONA WSTAJE, BO ZARAZ PO LEWEJ STRONIE BĘDZIE WIDAĆ....
:D
Uwielbiam tę kobietę!!
niedziela, 17 czerwca 2012
sRainbow again
i'm sorry but... jebi ga!
ne spikam inglish!
dziś jebem ti jebeni autokar!!! sta će sutra? bolje da ne mislim!
ne spikam inglish!
dziś jebem ti jebeni autokar!!! sta će sutra? bolje da ne mislim!
sobota, 16 czerwca 2012
sRainbow
na czym polega moja praca?
na gadaniu
uśmiechaniu się
chodzeniu
bieganiu
byciu miłą
wyrozumiałą
czasem stanowczą
a czasem opierdalającą
24h do dyspozycji
nie pokazywaniu zmęczenia
za to wszystko najlepsze dla mnie wynagrodzenie to pewne momenty:
szczere uśmiechy ludzi
podziękowania od nich
ich zadowolenie
piwo po ciężkim dniu
maczanie stóp w morzu (bo cała bym nie zdążyła, no time)
turska kafa
dobre jedzenie
pricanje na srpskom, hrvatskom, crskom, gorskom itd.
zapachy, widoki, smaki
słońce.
eto. a oprócz tego JEBEM TI HOTEL! JEBEM TI EURO! JEBEM TI RAINBOW! JEBEM TI WARSZAWU! JEBEM TI SVE!
^^
na gadaniu
uśmiechaniu się
chodzeniu
bieganiu
byciu miłą
wyrozumiałą
czasem stanowczą
a czasem opierdalającą
24h do dyspozycji
nie pokazywaniu zmęczenia
za to wszystko najlepsze dla mnie wynagrodzenie to pewne momenty:
szczere uśmiechy ludzi
podziękowania od nich
ich zadowolenie
piwo po ciężkim dniu
maczanie stóp w morzu (bo cała bym nie zdążyła, no time)
turska kafa
dobre jedzenie
pricanje na srpskom, hrvatskom, crskom, gorskom itd.
zapachy, widoki, smaki
słońce.
eto. a oprócz tego JEBEM TI HOTEL! JEBEM TI EURO! JEBEM TI RAINBOW! JEBEM TI WARSZAWU! JEBEM TI SVE!
^^
czwartek, 7 czerwca 2012
środa, 6 czerwca 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
Skopje
Subskrybuj:
Posty (Atom)










