Za namową Soji Dużej utworzyłam fun page na facebook-u. wiedziałam, że mnie wciągnie, ale nie sądziłam, że tak bardzo. dżizas ile adrenaliny z każdym polubieniem prze kogoś mojej strony !!! aaaaaaaaaaaaa! od 13:00 dopiero teraz minęła fala klikania i się uspokoiło. to jest zajebiste! ale z drugiej strony to zło! bo siedzę od 13:00 na fb :P (jest 16:57)
http://www.facebook.com/pages/Olive-Tree/470439353018432?ref=hl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soje. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 stycznia 2013
środa, 2 stycznia 2013
Sylwester i Fajne Babki
Sylwester tak czy siak był u Fajnych Babek, choć nie w kawiarni, ale jak wiadomo u Soj zawsze dużo pysznego jedzenia jest ^^
jeżeli nadchodzący Nowy Rok ma wyglądać jak twoja zabawa sylwestrowa, to przez cały 2013 Rok będę grała w kalambury :P czyli będę się zastanawiać o co komu chodzi i sama będę grać i udawać różne rzeczy.
chyba, że nadchodzący Nowy Rok ma wyglądać jak 1.01 - a zatem Kudowa Kudowa i jeszcze raz Kudowa ^^
ALE! Przede wszystkim już na samym początku polubiłam Rok 2013, bo powiedział mi "dzień dobry" :D
A Kawiarnia działa ku Soj i naszej uciesze :)
jeżeli nadchodzący Nowy Rok ma wyglądać jak twoja zabawa sylwestrowa, to przez cały 2013 Rok będę grała w kalambury :P czyli będę się zastanawiać o co komu chodzi i sama będę grać i udawać różne rzeczy.
chyba, że nadchodzący Nowy Rok ma wyglądać jak 1.01 - a zatem Kudowa Kudowa i jeszcze raz Kudowa ^^
ALE! Przede wszystkim już na samym początku polubiłam Rok 2013, bo powiedział mi "dzień dobry" :D
A Kawiarnia działa ku Soj i naszej uciesze :)
sobota, 29 grudnia 2012
with & without time
jeszcze 2 dni tego Roku. Chcę już go zamknąć i zacząć wszystko od nowa. Bez PZU, z nową pracą, z mieszkaniem, z chłopakiem którego kocham, z przyjaciółmi dla mnie bliskimi, z akceptacją rodziny i z nadzieją na poukładanie tego mojego, małego, prywatnego, życiowego bajzlu.
a Boże Narodzenie?
spokojna Wigilia, bez Dziadka, z chorą Babcią, ale za to przełomowo - oficjalnie z K.
kolejny dzień u brata K. - druga rodzina :)
i z przyjaciółkami, kuzynką i koleżankami - u "Fajnych Babek"
miło, sympatycznie, z oczyszczającymi rozmowami, pięknie, trochę smutno i bardziej wesoło, zwariowanie... with so many people, in so many places, without time.
a Boże Narodzenie?
spokojna Wigilia, bez Dziadka, z chorą Babcią, ale za to przełomowo - oficjalnie z K.
kolejny dzień u brata K. - druga rodzina :)
i z przyjaciółkami, kuzynką i koleżankami - u "Fajnych Babek"
miło, sympatycznie, z oczyszczającymi rozmowami, pięknie, trochę smutno i bardziej wesoło, zwariowanie... with so many people, in so many places, without time.
Etykiety:
Fajne Babki,
K.,
przemyślenia,
przyjaciele,
rodzina,
Soje,
spotkania
czwartek, 22 listopada 2012
zwroty akcji
Henia bardzo się ucieszyła z jej urodzinowej niespodzianki. Na jej urodziny zaprosiłam... swoich przyjaciół i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z K. zrobiliśmy sushi i tiramisu, Duża Soja zrobiła torta z sushi, Mała Soja upiekła przefantastycznego torta, Irenka przyniosła winko i zdumienie Heni gotowe :)
Ostatnio w jej życiu rewolucje - jej córka się wyprowadza, w pracy naciskają, teściowa ciężko chora w szpitalu...
(wydawało mi się, że ta kobieta (Babcia) jest nieśmiertelna, przeżyje nas wszystkich, pomimo 78 lat ciągle w biegu, nie znająca słabości, utrzymująca swój dom, opiekująca się dziadkiem i zajmująca się sprawami całej rodziny (często wbrew naszej woli) i choć choruje od dłuższego czasu, nagle jej organizm się zbuntował, wątroba nie wytrzymuje i jest wielce poważnie. czas pokaże.)
... wracając do Heni. Rozpromieniona niespodzianką, uśmiechnięta, uważnie słuchająca o pomysłach w Sojowej kawiarni, naszych śmichów i chichów. nawet na wieść, że złapała mnie policja zamiast przejęcia - uśmiechnęła się ironicznie i stwierdziła "nic nie powiem".
Gdyby tak miło i beztrosko z Henią mogło być zawsze... cud! W każdym razie cieszę się, że choć na chwilę, na parę godzin wyrwała się ze swojego negatywnego i smutnego świata. Na chwilę, bo jak tylko goście poszli wróciłyśmy do niego...
Telefon - zwalniają mnie z PZsrU (btw. hurrrra :D)
Henia wkurzona i przerażona, w płacz, że sobie sama nie poradzi, że chcą ją wykończyć, z czego będziemy żyły?
Przede wszystkim nie MY!! ona. Dalej będę jej pracownikiem do rozwiezienia, wypisywania itp. ale nie agentem.
Dla mnie to ogromna ulga. Dla firmy też, bo ciągnęłam ją tylko w dół nie wyrabiając comiesięcznych przypisów, nie będąc do dyspozycji PZU 24h i przede wszystkim nie angażowałam się w tą pracę, bo nie miałam ani chęci ani czasu.
Zapewniam ją, że to dobra decyzja, że ja się do tego nie nadaję, że to było zawracanie mojej dupy i innych, że to nie koniec świata, że ona się utrzyma, jeżeli będzie potrzeba ja jej pomogę...
- idź już spać. dziękuję za niespodziankę!
No i poszłam spać, bez kolejnego ciężaru na głowie, z kolejnym przecięciem pępowiny, kolejną nadzieją na SWOJE życie.
Następnego dnia pojechałam do Wrocławia. Wchodzę do mieszkania rodzinki, a uradowana Ciocia do mnie:
"hahaha rozmawiałam wczoraj z Twoją Mamą, powiedziała mi, że 'Basia z Krzyśkiem zrobili dla mnie sushi' "
szok :O
Ostatnio w jej życiu rewolucje - jej córka się wyprowadza, w pracy naciskają, teściowa ciężko chora w szpitalu...
(wydawało mi się, że ta kobieta (Babcia) jest nieśmiertelna, przeżyje nas wszystkich, pomimo 78 lat ciągle w biegu, nie znająca słabości, utrzymująca swój dom, opiekująca się dziadkiem i zajmująca się sprawami całej rodziny (często wbrew naszej woli) i choć choruje od dłuższego czasu, nagle jej organizm się zbuntował, wątroba nie wytrzymuje i jest wielce poważnie. czas pokaże.)
... wracając do Heni. Rozpromieniona niespodzianką, uśmiechnięta, uważnie słuchająca o pomysłach w Sojowej kawiarni, naszych śmichów i chichów. nawet na wieść, że złapała mnie policja zamiast przejęcia - uśmiechnęła się ironicznie i stwierdziła "nic nie powiem".
Gdyby tak miło i beztrosko z Henią mogło być zawsze... cud! W każdym razie cieszę się, że choć na chwilę, na parę godzin wyrwała się ze swojego negatywnego i smutnego świata. Na chwilę, bo jak tylko goście poszli wróciłyśmy do niego...
Telefon - zwalniają mnie z PZsrU (btw. hurrrra :D)
Henia wkurzona i przerażona, w płacz, że sobie sama nie poradzi, że chcą ją wykończyć, z czego będziemy żyły?
Przede wszystkim nie MY!! ona. Dalej będę jej pracownikiem do rozwiezienia, wypisywania itp. ale nie agentem.
Dla mnie to ogromna ulga. Dla firmy też, bo ciągnęłam ją tylko w dół nie wyrabiając comiesięcznych przypisów, nie będąc do dyspozycji PZU 24h i przede wszystkim nie angażowałam się w tą pracę, bo nie miałam ani chęci ani czasu.
Zapewniam ją, że to dobra decyzja, że ja się do tego nie nadaję, że to było zawracanie mojej dupy i innych, że to nie koniec świata, że ona się utrzyma, jeżeli będzie potrzeba ja jej pomogę...
- idź już spać. dziękuję za niespodziankę!
No i poszłam spać, bez kolejnego ciężaru na głowie, z kolejnym przecięciem pępowiny, kolejną nadzieją na SWOJE życie.
Następnego dnia pojechałam do Wrocławia. Wchodzę do mieszkania rodzinki, a uradowana Ciocia do mnie:
"hahaha rozmawiałam wczoraj z Twoją Mamą, powiedziała mi, że 'Basia z Krzyśkiem zrobili dla mnie sushi' "
szok :O
wtorek, 6 listopada 2012
fajne babki
Już wkrótce otwarcie tego, na co wszyscy czekamy z niecierpliwością i ekscytacją, czyli "Kawiarnia Fajne Babki" :D
Soje ruszyły z kopyta i liczymy, że już w grudniu będziemy siedzieli na własnoręcznie przez Soje obitych kanapach, wcinali bejbeczki i popijali zajebistą kawkę z ekspresu :D
Wczorajszy odcinek był pt. "dylemat farba czy aero- , rolotapeta" czy jak jej tam :P
w następnym odcinku może się dowiemy czy Króliczek pokaże jednak cycki ;)
Soje ruszyły z kopyta i liczymy, że już w grudniu będziemy siedzieli na własnoręcznie przez Soje obitych kanapach, wcinali bejbeczki i popijali zajebistą kawkę z ekspresu :D
Wczorajszy odcinek był pt. "dylemat farba czy aero- , rolotapeta" czy jak jej tam :P
w następnym odcinku może się dowiemy czy Króliczek pokaże jednak cycki ;)
sobota, 3 listopada 2012
bacha party
o jeden kieliszek za daleko... :/
ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P
p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*
ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P
p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*
sobota, 26 maja 2012
eh
eh, jebem ti tehnologiju!!!
no chciałam bardzo zamieścić film z naszej prezentacji (specjalnie dla Olafika), ale to nie takie proste, bo jeden komputer nie czyta płyty, a drugi nie ma wejścia na płyty -_-'
a ponieważ Bjednarz już krzyczy, że nie ma co czytać zacznę od hołdu dla różowej arystokracji, czyli prezentu urodzinowego dla Bedi:
a do tego Sojowe pinky bejbeczki i jugoslawishen wine, czyli "niemieckie, prosto z Macedonii" ;)
a teraz relacje z naszej prezentacji fot z Kosowa i Macedonii... na początek genialna mapka made by OlaF, która pokazuje całą naszą trasę pokonaną w marcu 2012:
Rozgadałyśmy się trochę, ale przecież było o czym opowiadać. 2 miesiące później uświadomiłyśmy sobie ile przeżyłyśmy w ciągu 2,5 marcowych tygodni, ilu ludzi poznałyśmy, spotkałyśmy, ile miejsc zobaczyłyśmy i ile miałyśmy przygód po drodze. ciężko było to wszystko opowiedzieć tak po prostu. Mimo wszystko dla mnie to była niesamowita retrospekcja "czy rzeczywiście tam byłyśmy?" jakby to było dawno dawno temu, odległe wspomnienie, które nagle wróciło. "a pamiętacie to i tamto, a wtedy i to i ten i tam" i ponowna tęsknota za Bałkanami, którymi już dawno powinnam rzygać, a ja dalej się ekscytuję jak po raz 100-tny tłumaczę co to jest rakija... "życie składa się z takich małych samotności"
całość - ok. szkoda jedynie, że zrobiłyśmy pokaz w noc muzeów i wieczór ligi mistrzów - no geniuszki zła. ludków było niewielu, ale miło, sympatycznie, kameralnie. Poopowiadałyśmy, pośmiałyśmy się i poszliśmy do Maniany otrzeć się o cały spocony Wrocław :P yeah!
a na następny dzień czas przyśpieszył. Irenka pojechała, Krzysiek pojechał, a ja zostałam i spędziłam 3 dni we Wrocławiu. Ostatnie takie dni po całym semestrze kursowania i chyba ostatnie dni mojego studiowania, ale o tym kiedy indziej.
niby tydzień, a tyle pisania.
za tydzień już porywa mnie sRainbow, ale tymczasem - jutro Myśla ^^
no chciałam bardzo zamieścić film z naszej prezentacji (specjalnie dla Olafika), ale to nie takie proste, bo jeden komputer nie czyta płyty, a drugi nie ma wejścia na płyty -_-'
a ponieważ Bjednarz już krzyczy, że nie ma co czytać zacznę od hołdu dla różowej arystokracji, czyli prezentu urodzinowego dla Bedi:
a do tego Sojowe pinky bejbeczki i jugoslawishen wine, czyli "niemieckie, prosto z Macedonii" ;)
a teraz relacje z naszej prezentacji fot z Kosowa i Macedonii... na początek genialna mapka made by OlaF, która pokazuje całą naszą trasę pokonaną w marcu 2012:
Rozgadałyśmy się trochę, ale przecież było o czym opowiadać. 2 miesiące później uświadomiłyśmy sobie ile przeżyłyśmy w ciągu 2,5 marcowych tygodni, ilu ludzi poznałyśmy, spotkałyśmy, ile miejsc zobaczyłyśmy i ile miałyśmy przygód po drodze. ciężko było to wszystko opowiedzieć tak po prostu. Mimo wszystko dla mnie to była niesamowita retrospekcja "czy rzeczywiście tam byłyśmy?" jakby to było dawno dawno temu, odległe wspomnienie, które nagle wróciło. "a pamiętacie to i tamto, a wtedy i to i ten i tam" i ponowna tęsknota za Bałkanami, którymi już dawno powinnam rzygać, a ja dalej się ekscytuję jak po raz 100-tny tłumaczę co to jest rakija... "życie składa się z takich małych samotności"
całość - ok. szkoda jedynie, że zrobiłyśmy pokaz w noc muzeów i wieczór ligi mistrzów - no geniuszki zła. ludków było niewielu, ale miło, sympatycznie, kameralnie. Poopowiadałyśmy, pośmiałyśmy się i poszliśmy do Maniany otrzeć się o cały spocony Wrocław :P yeah!
a na następny dzień czas przyśpieszył. Irenka pojechała, Krzysiek pojechał, a ja zostałam i spędziłam 3 dni we Wrocławiu. Ostatnie takie dni po całym semestrze kursowania i chyba ostatnie dni mojego studiowania, ale o tym kiedy indziej.
niby tydzień, a tyle pisania.
za tydzień już porywa mnie sRainbow, ale tymczasem - jutro Myśla ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)

