Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

pieprzeni alkoholicy

czyli my piloci ;)
wpadamy do knajpy, śmiejemy się w głos, jedziemy turystów, po czym M. mówi:
M. - ej tu obok nas siedzą nasi turyści... Dzień dobry ^^

dawno się tak nie uśmiałam i dawno nie wypiłam tyle rakiji i crnog vina w takim doborowym towarzystwie. i dawno tak nie cierpiałam jak dzisiaj... hvala Bogu miałam polskojęzycznego przewodnika po Albanii i Panią z rennie "już w porządku mój żołądku" -_-'

czwartek, 7 marca 2013

Goa

Lidka i Piotrek wrócili z Indii...
ja chcę na Goa i też koniecznie z domkiem na plaży ^^

sobota, 29 grudnia 2012

with & without time

jeszcze 2 dni tego Roku. Chcę już go zamknąć i zacząć wszystko od nowa. Bez PZU, z nową pracą, z mieszkaniem, z chłopakiem którego kocham, z przyjaciółmi dla mnie bliskimi, z akceptacją rodziny i z nadzieją na poukładanie tego mojego, małego, prywatnego, życiowego bajzlu.

a Boże Narodzenie?
spokojna Wigilia, bez Dziadka, z chorą Babcią, ale za to przełomowo - oficjalnie z K.
kolejny dzień u brata K. - druga rodzina :)
i z przyjaciółkami, kuzynką i koleżankami - u "Fajnych Babek"

miło, sympatycznie, z oczyszczającymi rozmowami, pięknie, trochę smutno i bardziej wesoło, zwariowanie... with so many people, in so many places, without time.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Oprah Winfrey i IKEA

w ten weekend odpoczęliśmy, wyspaliśmy się i wyluzowaliśmy ^^
szalony weekend we Wrocławiu z Lidzią, Piotrkiem, Madzią, Gajosem, jego kolegą i Oprą Winfrey :P
special cookies znów dały radę, ale największa furorę zrobiła laska, która cookies nie jadła:
Madzia - coś o wywiadzie z Oprą Winfrey
Laska - ej to Ty ją znasz?!
Madzia - eeee Oprę? no osobiście jej nie znam O_o (wtf?)
pozostali leją, ale ona ciągnie temat dalej
Laska - eeeeej (do kumpla) wiesz kto to jest? to jest laska mojego byłego faceta, ale nie wiedziałam, że jest znana i daje wywiady...
buhahahahha! ja przynajmniej umarłam xD

ale była też kolej na mnie:
Madzia - o jakimś przepisie
ja - zawias
Lidka - no bo (ona - pokazując na Magdę, ale ja tego nie widzę) taką koleżanką jest, że nigdy nie chce podać przepisów, nic nie powie...
ja - kurde, to taka sucz z niej
Lidka - (konsternacja) eee, to nie ja powiedziałam!
ja - (otrząsając się) ej, czy mówimy o jakieś Twojej koleżance, czy Madzi?
wszechobecne buhahahahha -_-'

Laska - ... no i ta kobieta podała kino do sądu, bo była na filmie pornograficznym w 3D i wszystko było tak realistyczne, że zaszła w ciążę. w ogóle to urodziła czarne dziecko i akurat w tym filmie był czarny aktor...
ja - no to całe szczęście!
:P

"Kuuuuurde" - jakby powiedziała Lidka - zajebisty był ten wieczór! :)

a na następny dzień AKCJA IKEA!
ja pitolę, już myśleliśmy, że nigdy stamtąd nie wyjdziemy! na początku szał, tyle inspiracji, łażenie z miarkami, zaglądanie do każdej szafki, świrowanie w każdej łazience, a na końcu:
"Bacha już nic do mnie nie mów! chodź, bo będziesz musiała mnie reanimować!"
spędziliśmy tam z 3h i zrobiliśmy zakupy stulecia:
pościel
2 butelki
korkociąg
pędzelki do ciast
i namiot cyrkowy dla dzieciaczków
-_-

czwartek, 22 listopada 2012

spotkania

siedzę z Rafałem na kawie, podnosi filiżankę i zanim łyknie kawę pyta:
- a jak tam z tą firmą? PZU? układa się?
- yyyy zwolnili mnie
- pfffffffffffff - lekka fontanna ze świeżo nadpitej kawy - aha.

spotykam się z Bedi:
- pitu-pitu
- pitu-sritu
- O! a tak w ogóle gratuluję zwolnienia z PZU :D
(zdążyła przeczytać porannego posta)

ciekawe reakcje...

Ovće ma koszmary, bardzo podobne do moich, a może po prostu wszystkie koszmary są do siebie podobne. W każdym razie śnił jej się ostatnio Leszek... a zatem jest we Wrocławiu. Dlaczego akurat do Ovća zagląda, a może natknął się na nią przypadkiem? nobody knows. ucieszyłam się, gdy Ovće opowiedziała o śnie, tak jakby Leszek zaginął i ktoś dał mi informację "spoko, jest tutaj".

zwroty akcji

Henia bardzo się ucieszyła z jej urodzinowej niespodzianki. Na jej urodziny zaprosiłam... swoich przyjaciół i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Z K. zrobiliśmy sushi i tiramisu, Duża Soja zrobiła torta z sushi, Mała Soja upiekła przefantastycznego torta, Irenka przyniosła winko i zdumienie Heni gotowe :)
Ostatnio w jej życiu rewolucje - jej córka się wyprowadza, w pracy naciskają, teściowa ciężko chora w szpitalu...

(wydawało mi się, że ta kobieta (Babcia) jest nieśmiertelna, przeżyje nas wszystkich, pomimo 78 lat ciągle w biegu, nie znająca słabości, utrzymująca swój dom, opiekująca się dziadkiem i zajmująca się sprawami całej rodziny (często wbrew naszej woli) i choć choruje od dłuższego czasu, nagle jej organizm się zbuntował, wątroba nie wytrzymuje i jest wielce poważnie. czas pokaże.)

... wracając do Heni. Rozpromieniona niespodzianką, uśmiechnięta, uważnie słuchająca o pomysłach w Sojowej kawiarni, naszych śmichów i chichów. nawet na wieść, że złapała mnie policja zamiast przejęcia - uśmiechnęła się ironicznie i stwierdziła "nic nie powiem".
Gdyby tak miło i beztrosko z Henią mogło być zawsze... cud! W każdym razie cieszę się, że choć na chwilę, na parę godzin wyrwała się ze swojego negatywnego i smutnego świata. Na chwilę, bo jak tylko goście poszli wróciłyśmy do niego...
Telefon - zwalniają mnie z PZsrU (btw. hurrrra :D)
Henia wkurzona i przerażona, w płacz, że sobie sama nie poradzi, że chcą ją wykończyć, z czego będziemy żyły?
Przede wszystkim nie MY!! ona. Dalej będę jej pracownikiem do rozwiezienia, wypisywania itp. ale nie agentem.
Dla mnie to ogromna ulga. Dla firmy też, bo ciągnęłam ją tylko w dół nie wyrabiając comiesięcznych przypisów, nie będąc do dyspozycji PZU 24h i przede wszystkim nie angażowałam się w tą pracę, bo nie miałam ani chęci ani czasu.

Zapewniam ją, że to dobra decyzja, że ja się do tego nie nadaję, że to było zawracanie mojej dupy i innych, że to nie koniec świata, że ona się utrzyma, jeżeli będzie potrzeba ja jej pomogę...
- idź już spać. dziękuję za niespodziankę!

No i poszłam spać, bez kolejnego ciężaru na głowie, z kolejnym przecięciem pępowiny, kolejną nadzieją na SWOJE życie.

Następnego dnia pojechałam do Wrocławia. Wchodzę do mieszkania rodzinki, a uradowana Ciocia do mnie:
"hahaha rozmawiałam wczoraj z Twoją Mamą, powiedziała mi, że 'Basia z Krzyśkiem zrobili dla mnie sushi' "

szok :O

sobota, 3 listopada 2012

bacha party

o jeden kieliszek za daleko... :/

ale pomijając to, czego i tak nie pamiętam i to czego pamiętać nie chce to party miała wiele tematów przewodnich.
budzę się obok wkurzonego K., najpierw wysłuchałam ze skruchą morałów i co się działo gdy odpadłam, a potem "ale jedno jest pewne, wszyscy zapamiętają na długo EB Mulina" :P
kurna, że ja zawsze muszę...
opowiadać historie typu "a my kiedyś z Ewką K. założyłyśmy firmę >EB Mulina< i robiłyśmy bransoletki i jeden kolor był za 3 zeta". polewka była ze mnie jeszcze lepsza niż Panasonic ;) i ekspres i aerobik i ta laska, którą lubię, bo mówi mi "dzień dobry" i tort i te wszystkie cudowne prezenty, w tym hicior od Soj: :D
p.s. nie uwierzycie, ale po włączeniu piosenki, Mania właśnie zakryła się łapką :P

p.s. 2
dzięki ludkom, którzy byli - jesteście extra! :D
dzięki Kochanie - za pomoc i że jesteś taki wyrozumiały! :*

poniedziałek, 28 maja 2012

Wrocław - the meeting place

3 dni nauki i pisania referatu w Kalaczakrze. Zauważyłam, że codziennie przychodzą Ci sami ludzie, stała ekipa, która tam jest zawsze i mimo, że akurat wtedy Bedi nie pracowała i ja się tak zaczęłam czuć. ten sam stolik, komputer bądź książki, yerba i jadę z koksem. uświadomiłam sobie tajemnice fenomenu Wrocławia, który wydaje się małym, kameralnym miastem, a dzieje się tak gdy chodzimy codziennie tymi samymi ścieżkami - wtedy zawsze spotkamy kogoś znajomego.
Znajomy Bjednarza - Jani z Macedonii miał upiec burka na naszą prezentację, ale niestety zbyt się przypalił. Janiego natomiast poznałam jeszcze tego samego wieczoru w kuchni Maniany, gdzie jest kucharzem. Patrzę i nie wierzę :) znałam Janiego wcześniej z Sylwestrów Prawosławnych, ale przede wszystkim jako fotografa z "No 1" na ul. Kuźniczej. Chodziłam tam wywoływać zdjęcia z OPT, najbardziej jednak zapamiętałam Janiego, jak robił mi i Tacie zdjęcie do paszportu, kiedy weszło nowe rozporządzenie, że fotografia w paszporcie powinna być "en face" ... "najokropniejsze zdjęcie jakie mamy" - stwierdziliśmy wtedy z Tatą :P
Bedi i Jani

do najbardziej niesamowitego spotkania doszło po obiadku w "nudle w pudle". idziemy z Bedi koło kościoła św. Krzyża, patrzę na kolesia z aparatem (zboczenie :P) ubranego na czarno, kręcone włosy spięte w kitkę i już już prawie mówię w myślach do Bedi "ej, on jest podobny do..." i nagle podchodzi do niego dziewczyna również ubrana na czarno, krótkie czarne włosy... my stajemy jak wryte, oni naprzeciwko nas
ja "NO WAY!!!"
Sophie "I KNOW THEM!!!"

Poznałyśmy ich w Macedonii na wspólnym couchu, spędzili z nami jeden wieczór, po czym położyli się spać i wcześnie rano wyjechali kontynuować swoją podróż dookoła świata, którą wtedy właśnie zaczęli. Mówili, że nie będą zajeżdżać do Polski, że mają inne plany, ale podziękowali za nasze zaproszenie. Zero kontaktu, nic. I nagle akurat w ten dzień kiedy ja jestem we Wrocławiu, kiedy wracamy razem z Bedi z obiadu po prostu na nich wpadamy, a oni po prostu zmienili plany i jednak zawitali do Polski i nawet o nas myśleli, ale nie pamiętali w jakim mieście Bjednarz mieszka O_O AMAZING!!
z Sophie i Joao