dzień wielce wkurwiający. ale na jego koniec, na powrót z cmentarza w "Trójce" Nirvana Unplugged in New York. W aucie milcząca ( w końcu) Henia, Ciocia i Kuzynka, ja napompowana emocjami, ale gdy słyszę głos Kurta wszystko ze mnie uchodzi, taka nirvana... nie mam komu przekazać swojego entuzjazmu, więc pozwalam mu wirować samemu w mojej głowie, z lekkim uśmiechem na twarzy "ommmm" ^^
z każdym dniem bez Leszka coraz bardziej Go rozumiem. Rozumiem jego złość, wybuchy, opadające ręce, brak siły i w końcu poddawanie się. On też nie był złoty, ale H. czasem potrafi człowieka zniszczyć.
uświadomiłam sobie, że jakiekolwiek Święta, w przeciągu mojego całego życia, czy Wszystkich Świętych, czy Boże Narodzenie, Wielkanoc - zawsze były obchodzone w wielkim stresie. bo szefowa całego zamieszania coś sobie zaplanowała, ustaliła sama z sobą i TAK MA BYĆ.
mam wrażenie, że Leszka od jakiegoś czasu nie ma obok nas. na początku bardzo czułam Jego obecność, później trochę mniej, a teraz wcale. dawno mi się też nie śnił, mimo iż ciągle jest obecny w naszych rozmowach i moich myślach. może układa sobie tam "życie", poopiekował się nami, teraz trochę podróżuje, może odwiedza starych znajomych na tym, bądź na tamtym Świecie.
Stanął pomnik, z napisem "W życiu piękne są tylko chwile" - uwielbiał tę piosenkę, ale jeszcze bardziej lubił powtarzać te słowa, wtrącając przed nimi "eh..." To tak pasuje do Jego szybkiego życia i jeszcze szybszej śmierci.
Ale dziś nie Dżem, a melancholijny Kurt i ten piękny bas na początku "Come as you are". Dawno nie miałam nowego utworu do wałkowania. Dziś wieczór wałkuję unplugged, najpierw Nirvana, potem Alice in Chains, a jak wystarczy nocy to jeszcze Pearl Jam.
http://www.youtube.com/watch?v=ud9gVs-H9d8 Alice in Chains
http://www.youtube.com/watch?v=soQsPMRQWtI Pearl Jam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz