"nie mam chłopaka" - nie przekroczę granicy dopóki nie podam nr telefonu
"mam chłopaka" - eee a sta radi, sto nije sa tobom, epa dobro on je daleko
"mam narzeczonego" - eeh szkoda *_*
"mam męża" - możecie jechać
tym razem granicę serbską przekroczyłam "na narzeczonego" :P
niedziela, 3 czerwca 2012
czwartek, 31 maja 2012
sesja zaliczona
metodyka pracy naukowej literaturoznawcy (praca, którą pisałam będąc w czarnej dupie) - 4+
język mediów (ten egzamin co mi nie poszedł) - 4+
seminarka (ten artykuł, który pisałam i pisałam przez cały semestr) - 5
prawo autorskie (uczyłam się 2 dni wcześniej, przepytywał na ostatnią chwilę K. ;) - 5
seks i kultura (no po prostu, bo lubię Kudowę Zdrój i kulturę też ;) - 5+ (naprawdę 5+ "bo 6-tek niestety nie ma")
czy los chce mnie tu jakoś zachęcić czy co?
język mediów (ten egzamin co mi nie poszedł) - 4+
seminarka (ten artykuł, który pisałam i pisałam przez cały semestr) - 5
prawo autorskie (uczyłam się 2 dni wcześniej, przepytywał na ostatnią chwilę K. ;) - 5
seks i kultura (no po prostu, bo lubię Kudowę Zdrój i kulturę też ;) - 5+ (naprawdę 5+ "bo 6-tek niestety nie ma")
czy los chce mnie tu jakoś zachęcić czy co?
środa, 30 maja 2012
wtorek, 29 maja 2012
[*]
minęło już 9 miesięcy
uruchomiłam starą komórkę Taty.
ostatnia wiadomość wysłana.
do Henia: "Poszedłem spać"
uruchomiłam starą komórkę Taty.
ostatnia wiadomość wysłana.
do Henia: "Poszedłem spać"
Wrocław - the studing place
mój doktorat sama postawiłam pod wielkim znakiem "?"
nie jestem w stanie określić, czy jest sens, czy mi się przyda, czy ja w ogóle chcę?
sens został zatracony dawno temu, już jak go zaczynałam w tym samym momencie jak Leszek miał pierwszą operację. Zaczęłam dojeżdżać. I semestr. wzięłam dziekankę. wróciłam na II semestr 1 roku... jeszcze 3 lata dojazdów do Wrocławia. przez te 3 lata owszem mogę pracować na UWr, ale jak to fizycznie zrobić, skoro jestem tu, w Dębnie?
czuję, że mnie wiele omija, nie uczestniczę w życiu Uczelni, wszystko zaliczam po łebkach, a jeden artykuł poprawiam 10 razy. po co mi "dr" skoro nie mogę być na Uczelni?
ostatni artykuł tylko mnie wkurwił. cały semestr pracy i za każdym razem odrzucany i dalej został do przeróbki. nic nie opublikowałam. nie potrafię pisać tym stylem. tym, znaczy się naukowym... wszystko zatracam, całe przesłanie i mój styl pisania. czy ja w ogóle chcę się w to bawić, aby ująć to, co chcę w zamkniętych ramach teorii literatury?
nie nie nie - taka była moja odpowiedź.
decyzja - zaliczam II semestr dla spokojnego sumienia i rezygnuję.
aż do spotkania z Dibem... "skąd wiesz co będziesz robić, gdzie będziesz i co ci się tak naprawdę przyda za 5-10 lat?"
wszystkie te wątpliwości pojawiają się dzisiaj. tak jak podjęłam decyzję o doktoracie, kiedy Tato był zdrowy, a ja już sobie znalazłam pokój we Wrocławiu na kolejne 4 lata. i jeb! po prostu jeb!
zatem, czy można czegoś być pewnym? coś zakładać?
no kurrrryyyywa nie wiem... po prostu nie wiem! i odkładam decyzję na jesień.
nie jestem w stanie określić, czy jest sens, czy mi się przyda, czy ja w ogóle chcę?
sens został zatracony dawno temu, już jak go zaczynałam w tym samym momencie jak Leszek miał pierwszą operację. Zaczęłam dojeżdżać. I semestr. wzięłam dziekankę. wróciłam na II semestr 1 roku... jeszcze 3 lata dojazdów do Wrocławia. przez te 3 lata owszem mogę pracować na UWr, ale jak to fizycznie zrobić, skoro jestem tu, w Dębnie?
czuję, że mnie wiele omija, nie uczestniczę w życiu Uczelni, wszystko zaliczam po łebkach, a jeden artykuł poprawiam 10 razy. po co mi "dr" skoro nie mogę być na Uczelni?
ostatni artykuł tylko mnie wkurwił. cały semestr pracy i za każdym razem odrzucany i dalej został do przeróbki. nic nie opublikowałam. nie potrafię pisać tym stylem. tym, znaczy się naukowym... wszystko zatracam, całe przesłanie i mój styl pisania. czy ja w ogóle chcę się w to bawić, aby ująć to, co chcę w zamkniętych ramach teorii literatury?
nie nie nie - taka była moja odpowiedź.
decyzja - zaliczam II semestr dla spokojnego sumienia i rezygnuję.
aż do spotkania z Dibem... "skąd wiesz co będziesz robić, gdzie będziesz i co ci się tak naprawdę przyda za 5-10 lat?"
wszystkie te wątpliwości pojawiają się dzisiaj. tak jak podjęłam decyzję o doktoracie, kiedy Tato był zdrowy, a ja już sobie znalazłam pokój we Wrocławiu na kolejne 4 lata. i jeb! po prostu jeb!
zatem, czy można czegoś być pewnym? coś zakładać?
no kurrrryyyywa nie wiem... po prostu nie wiem! i odkładam decyzję na jesień.
poniedziałek, 28 maja 2012
Wrocław - the growing up place
7 lat mi to zajęło. 7 lat zbierania się aby pojechać na ul. Robotniczą. Gdy studiowałam to zawsze miałam czas "jutro, dobra pojadę jutro", potem wsiadałam w pociąg do domu, po drodze z okna widziałam wspomnianą ulicę i sobie przypominałam "dobra, pójdę tam jak wrócę", a potem studia się skończyły, wyjechałam i mówiłam sobie "dobra kiedyś będę to zajdę" i w końcu całe szczęście zebrałam się i pojechałam pewnego ranka...
magiczny dom na ul. Robotniczej 112 stoi zaraz przy zajezdni 20-tki. ostatni raz tam byłam jakoś na studiach, kiedy mieszkał w nim jeszcze Wujek Heniu. nie poznał mnie wtedy, jego kobieta (pani, która się nim opiekowała) tłumaczyła mu, że jestem córką Heni, zrobiła herbatę, a na koniec nie zezwoliła na zrobienie zdjęć mieszkania i włożyła mi w rękę 50zł, które nie wiem czy były zwykłym kieszonkowym od Wujka, czy kasą w zamian za tak upragnione przeze mnie zezwolenie.
zatem zdjęć z mieszkania, gdzie żyła nasza kochana Ciocia Hela, pierwsza żona Wujka, gdzie dorastała moja Mama i które ja pamiętam z dzieciństwa - nie ma.
Cioci nie ma od blisko 12 lat.
Wujka od tego roku.
ja po 7 latach zamiaru sfotografowania Robotniczej 112 w końcu tam się udałam. chociaż tylko z zewnątrz i z klatki schodowej i z podwórka to zawsze coś. a najbardziej z dzieciństwa pamiętam biało-czarną kratkę na podłodze kamienicy.
magiczny dom na ul. Robotniczej 112 stoi zaraz przy zajezdni 20-tki. ostatni raz tam byłam jakoś na studiach, kiedy mieszkał w nim jeszcze Wujek Heniu. nie poznał mnie wtedy, jego kobieta (pani, która się nim opiekowała) tłumaczyła mu, że jestem córką Heni, zrobiła herbatę, a na koniec nie zezwoliła na zrobienie zdjęć mieszkania i włożyła mi w rękę 50zł, które nie wiem czy były zwykłym kieszonkowym od Wujka, czy kasą w zamian za tak upragnione przeze mnie zezwolenie.
zatem zdjęć z mieszkania, gdzie żyła nasza kochana Ciocia Hela, pierwsza żona Wujka, gdzie dorastała moja Mama i które ja pamiętam z dzieciństwa - nie ma.
Cioci nie ma od blisko 12 lat.
Wujka od tego roku.
ja po 7 latach zamiaru sfotografowania Robotniczej 112 w końcu tam się udałam. chociaż tylko z zewnątrz i z klatki schodowej i z podwórka to zawsze coś. a najbardziej z dzieciństwa pamiętam biało-czarną kratkę na podłodze kamienicy.
Wrocław - the meeting place
3 dni nauki i pisania referatu w Kalaczakrze. Zauważyłam, że codziennie przychodzą Ci sami ludzie, stała ekipa, która tam jest zawsze i mimo, że akurat wtedy Bedi nie pracowała i ja się tak zaczęłam czuć. ten sam stolik, komputer bądź książki, yerba i jadę z koksem. uświadomiłam sobie tajemnice fenomenu Wrocławia, który wydaje się małym, kameralnym miastem, a dzieje się tak gdy chodzimy codziennie tymi samymi ścieżkami - wtedy zawsze spotkamy kogoś znajomego.
Znajomy Bjednarza - Jani z Macedonii miał upiec burka na naszą prezentację, ale niestety zbyt się przypalił. Janiego natomiast poznałam jeszcze tego samego wieczoru w kuchni Maniany, gdzie jest kucharzem. Patrzę i nie wierzę :) znałam Janiego wcześniej z Sylwestrów Prawosławnych, ale przede wszystkim jako fotografa z "No 1" na ul. Kuźniczej. Chodziłam tam wywoływać zdjęcia z OPT, najbardziej jednak zapamiętałam Janiego, jak robił mi i Tacie zdjęcie do paszportu, kiedy weszło nowe rozporządzenie, że fotografia w paszporcie powinna być "en face" ... "najokropniejsze zdjęcie jakie mamy" - stwierdziliśmy wtedy z Tatą :P
Bedi i Jani
do najbardziej niesamowitego spotkania doszło po obiadku w "nudle w pudle". idziemy z Bedi koło kościoła św. Krzyża, patrzę na kolesia z aparatem (zboczenie :P) ubranego na czarno, kręcone włosy spięte w kitkę i już już prawie mówię w myślach do Bedi "ej, on jest podobny do..." i nagle podchodzi do niego dziewczyna również ubrana na czarno, krótkie czarne włosy... my stajemy jak wryte, oni naprzeciwko nas
ja "NO WAY!!!"
Sophie "I KNOW THEM!!!"
Poznałyśmy ich w Macedonii na wspólnym couchu, spędzili z nami jeden wieczór, po czym położyli się spać i wcześnie rano wyjechali kontynuować swoją podróż dookoła świata, którą wtedy właśnie zaczęli. Mówili, że nie będą zajeżdżać do Polski, że mają inne plany, ale podziękowali za nasze zaproszenie. Zero kontaktu, nic. I nagle akurat w ten dzień kiedy ja jestem we Wrocławiu, kiedy wracamy razem z Bedi z obiadu po prostu na nich wpadamy, a oni po prostu zmienili plany i jednak zawitali do Polski i nawet o nas myśleli, ale nie pamiętali w jakim mieście Bjednarz mieszka O_O AMAZING!!
z Sophie i Joao
Znajomy Bjednarza - Jani z Macedonii miał upiec burka na naszą prezentację, ale niestety zbyt się przypalił. Janiego natomiast poznałam jeszcze tego samego wieczoru w kuchni Maniany, gdzie jest kucharzem. Patrzę i nie wierzę :) znałam Janiego wcześniej z Sylwestrów Prawosławnych, ale przede wszystkim jako fotografa z "No 1" na ul. Kuźniczej. Chodziłam tam wywoływać zdjęcia z OPT, najbardziej jednak zapamiętałam Janiego, jak robił mi i Tacie zdjęcie do paszportu, kiedy weszło nowe rozporządzenie, że fotografia w paszporcie powinna być "en face" ... "najokropniejsze zdjęcie jakie mamy" - stwierdziliśmy wtedy z Tatą :P
Bedi i Jani
do najbardziej niesamowitego spotkania doszło po obiadku w "nudle w pudle". idziemy z Bedi koło kościoła św. Krzyża, patrzę na kolesia z aparatem (zboczenie :P) ubranego na czarno, kręcone włosy spięte w kitkę i już już prawie mówię w myślach do Bedi "ej, on jest podobny do..." i nagle podchodzi do niego dziewczyna również ubrana na czarno, krótkie czarne włosy... my stajemy jak wryte, oni naprzeciwko nas
ja "NO WAY!!!"
Sophie "I KNOW THEM!!!"
Poznałyśmy ich w Macedonii na wspólnym couchu, spędzili z nami jeden wieczór, po czym położyli się spać i wcześnie rano wyjechali kontynuować swoją podróż dookoła świata, którą wtedy właśnie zaczęli. Mówili, że nie będą zajeżdżać do Polski, że mają inne plany, ale podziękowali za nasze zaproszenie. Zero kontaktu, nic. I nagle akurat w ten dzień kiedy ja jestem we Wrocławiu, kiedy wracamy razem z Bedi z obiadu po prostu na nich wpadamy, a oni po prostu zmienili plany i jednak zawitali do Polski i nawet o nas myśleli, ale nie pamiętali w jakim mieście Bjednarz mieszka O_O AMAZING!!
z Sophie i Joao
Subskrybuj:
Posty (Atom)






