poniedziałek, 28 maja 2012

Wrocław - the meeting place

3 dni nauki i pisania referatu w Kalaczakrze. Zauważyłam, że codziennie przychodzą Ci sami ludzie, stała ekipa, która tam jest zawsze i mimo, że akurat wtedy Bedi nie pracowała i ja się tak zaczęłam czuć. ten sam stolik, komputer bądź książki, yerba i jadę z koksem. uświadomiłam sobie tajemnice fenomenu Wrocławia, który wydaje się małym, kameralnym miastem, a dzieje się tak gdy chodzimy codziennie tymi samymi ścieżkami - wtedy zawsze spotkamy kogoś znajomego.
Znajomy Bjednarza - Jani z Macedonii miał upiec burka na naszą prezentację, ale niestety zbyt się przypalił. Janiego natomiast poznałam jeszcze tego samego wieczoru w kuchni Maniany, gdzie jest kucharzem. Patrzę i nie wierzę :) znałam Janiego wcześniej z Sylwestrów Prawosławnych, ale przede wszystkim jako fotografa z "No 1" na ul. Kuźniczej. Chodziłam tam wywoływać zdjęcia z OPT, najbardziej jednak zapamiętałam Janiego, jak robił mi i Tacie zdjęcie do paszportu, kiedy weszło nowe rozporządzenie, że fotografia w paszporcie powinna być "en face" ... "najokropniejsze zdjęcie jakie mamy" - stwierdziliśmy wtedy z Tatą :P
Bedi i Jani

do najbardziej niesamowitego spotkania doszło po obiadku w "nudle w pudle". idziemy z Bedi koło kościoła św. Krzyża, patrzę na kolesia z aparatem (zboczenie :P) ubranego na czarno, kręcone włosy spięte w kitkę i już już prawie mówię w myślach do Bedi "ej, on jest podobny do..." i nagle podchodzi do niego dziewczyna również ubrana na czarno, krótkie czarne włosy... my stajemy jak wryte, oni naprzeciwko nas
ja "NO WAY!!!"
Sophie "I KNOW THEM!!!"

Poznałyśmy ich w Macedonii na wspólnym couchu, spędzili z nami jeden wieczór, po czym położyli się spać i wcześnie rano wyjechali kontynuować swoją podróż dookoła świata, którą wtedy właśnie zaczęli. Mówili, że nie będą zajeżdżać do Polski, że mają inne plany, ale podziękowali za nasze zaproszenie. Zero kontaktu, nic. I nagle akurat w ten dzień kiedy ja jestem we Wrocławiu, kiedy wracamy razem z Bedi z obiadu po prostu na nich wpadamy, a oni po prostu zmienili plany i jednak zawitali do Polski i nawet o nas myśleli, ale nie pamiętali w jakim mieście Bjednarz mieszka O_O AMAZING!!
z Sophie i Joao

6 komentarzy:

  1. mozna takze byc pierwszy raz w zyciu na 1 dzien we wrocku i w oczekiwaniu na wizyte w szpitalu spotkac bjednarza w lumpie:) ogolnie jakbym miala sie znow do duzego miasta przeniesc to wroclaw bylby pierwszy do rozwazenia
    no ale jednak sie nie zanosi sie

    ps bachu moglabys zniesc captche dla zalogowanych? gdyz to wpisywanie literek (po tym jak juz udowodnilam swa sojowosc poprzez zalogowanie sie na google konto) jest przewkurzajace, nigdy nie moge za 1 razem rozkminic co tam jest namazane. senkju zgory:)

    OdpowiedzUsuń
  2. mogłabym, ale jak to się robi się? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no wylacz tak jak wlaczylas, sama sie przywiazalam sama sie odwiaze:) kurka, ja nie wiem jak to sie robi, moze cos przy komentarzach trza w ustawieniach, to sie chyba nazywa identyfikacja obrazkowa czy cus, jak znajde to Ci powiem

    OdpowiedzUsuń
  4. ale ja nie włączałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. kot - może, ale żółw? nie ;)

    OdpowiedzUsuń