wróciły sny o sezonie. zatrzymują mnie na granicy, sadzają przy biurku i pytają po angielsku o przepustkę, trasę, ludzi i że kim ja jestem? pilotem? co taki pilot robi? a ja się silę po angielsku, choć na usta mi się cisną serbskie słowa. koszmar.
pożegnaliśmy domek w lesie, a nasz kąt dalej czeka na zamieszkanie. to zabraknie kafelek, to piec niepodłączony, to się coś opóźnia itd. itp. tymczasowo przygarnęła nas H. wygodnie, ale dalej na walizkach i nie u siebie.
zimno. kot już nawet nie chce z domu wychodzić.
otwieram jej drzwi i mówię zachęcająco "no idź"
a ona patrzy się na mnie jakby miała mnie i cały ten świat baaaardzo głęboko gdzieś i odpowiada "sama se idź"
dni mijają szybko. raz jest mnóstwo do zrobienia. a innym razem leżymy pół dnia w łóżku.
doktorat leży i czeka na lepsze czasy, które właściwie już powinny przyjść.
w ostatnim miesiącu było różnie. emocje raz rosły i radość wznosiła na szczyty, a innym razem emocje opadały i pojawiały się wątpliwości i jesienne letargi.
i tak jakoś powoli, bez pośpiechu, wszystko idzie ku dobremu...
jak to Ivan kiedyś stwierdził "Bahoo wszystko robisz na odwrót"
Rzeczywiście. Dzieci już są, kredyt jest, mieszkanie się robi, zatem do kompletu jeszcze się hajtniemy ;) - taki piękny antystandard.
Oficjalnie z dziewczyny stałam się narzeczoną ^^
Kiedy ślub?
a nie wiem.
bardziej podoba mi się "narzeczona" niż "żona" ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz