poniedziałek, 2 lipca 2012

moja kuća je bez krova

chciałam już wracać bardzo. do K.
i jednocześnie nie chciałam wracać wcale. do H.

wytrzymała 4 dni i zaczęło się.
-wydaje mi się, że Ty w ogóle nie myślisz. życie to nie tylko przyjemności
-trwonisz pieniądze. co robisz z tymi pieniędzmi?
-nie wiesz co robisz, w co się pakujesz
-masz mnie w dupie. zostawiasz mnie.

i kolejne uświadamiania, które i tak nic nie daje
-kolejny wyjazd - zaplanowany od dawna, mogę - jadę. zło, bo to przyjemność.
-nie utrzymujesz mnie! zarabiam sama na siebie i jeszcze się dokładam do domu.
-nie wiem i przekonam się SAMA.
-zostawiam Cię na 1 miesiąc w całym roku (2tyg Macedonia, 4 dni Wenecja, 2 tyg. autem przez Bałkany), a resztę miesięcy kiedy wyjeżdżam to pracuję.

nie jestem już dzieckiem. chcę stworzyć własne życie. zarabiam na siebie. spłacam Twój jebany kredyt. pomogę, ale nie będę pracować dla jebanego PZU!!!

boję się przyszłość z nią. powoli brakuje mi siły i boję się, że nie dam rady. sama się zamyka, stawia bariery. pyta się mnie od kiedy jestem taka mądra i kiedy to niby tak dorosłam??? KURRRRRWA! brak mi słów, witki mi opadają, oczy mam wybałuszone i nie wierzę, że to słyszę. Bo tylko ona ma prawo przeżywać śmierć Taty i wydaje jej się, że tylko ona dźwiga ten krzyż związany z naszym utrzymaniem. i ona haruje, a ja mam tylko przyjemności.

a ja psychicznie już głupieję i rozdarta nie wiem czy robię dobrze, czy źle. wydaje mi się, że mam prawo do własnego życia, ale za chwilę dręczą mnie wyrzuty sumienia, a potem znów myślę, że to tylko manipulacja, a potem znów, że może ona ma rację.
głupieję i po raz pierwszy jestem w sytuacji gdzie mam ochotę usiąść i się rozpłakać, bo nie widzę rezultatów walki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz