czwartek, 10 maja 2012

ślub i inne koszmary

29 kwietnia robiłam foty na ślubie Ani i Mohera.
Przyznam się, nie miałam ochoty na ten ślub i wesele i jeszcze przed mówiłam sobie "jeszcze Łosiu w sierpniu i nie robię ślubów" Lecz, jestem zadowolona :) nie tylko z fot, ale z całej atmosfery. trochę się pobawiłam, pełniłam funkcję trochę świadkowej Ani (pomagałam w sensie) i zostałam osobą towarzyszącą Grabowskiego ;), ale przede wszystkim śmiałam się cały dzień. cieszyłam się ich radością. były ciężkie momenty, jak wtedy kiedy pewna Pani wbiła mi obcas w sam środek stopy (opuchnięta i kulejąca przez następne 3 dni) no i moment podziękowań dla rodziców... (ciężko, kilka fot, i ukrywanie łez w łazience) ale ogólnie cały dzień był bardzo pozytywny.

"ślub" budzi we mnie mieszane uczucia. osobiście jestem trochę na tak i bardziej na nie.
formalnie pomaga, prywatnie do szczęścia mi nie jest potrzebny.
pamiętam dawną dyskusję z moimi rodzicami na temat wesela.... ktoś zrobił huczne weselicho, kupę kasy wydał, gości ponad 200 - moi rodziciele na to, że przesada, że po co tyle gości, że lepiej na coś innego przeznaczyć te pieniądze, w ogóle nie robić wesela, ślub i wsiąść w samochód, pojechać gdzieś. ja wtedy palnęłam "ale Tatuś, nie chciałbyś ze mną zatańczyć na moim weselu?" - myśląc trochę, że właściwie szkoda im pieniędzy. Tato wzdychnął i zezłoszczony zaczął mi tłumaczyć, że nie o to chodzi. dziś już wiem o co chodzi, bo dziś mam inne spojrzenie na pieniądze, które sama zarabiam.
dziś sobie myślę, że Tato już nigdy ze mną nie zatańczy, a do ołtarza to ja go odprowadziłam...
ślub i wesele jest dla pary młodej, ale też dla rodziców i dla całej zgrai rodziny znanej i nieznanej i przyjaciół. oczywiście jest miło, wesoło i w sumie fajnie zrobić taką imprezę, razem się pobawić, wypić. z drugiej strony jednak jak pomyślę na co mogłabym tą całą kasę przeznaczyć *_*
pojawia się też u mnie zwykłe pytanie "po co?" - bo się kochamy - oczywiste. jednak w moim środowisku znajomych było tyle rozwodów, albo tyle ludzi są ze sobą nieszczęśliwi, ale tkwią w tym związku, bo w końcu wzięli ślub, przecież się nie rozwiodą, bo co ludzie powiedzą, albo biorą ślub bo to chyba już wypada. znam też pary do których nie mam zastrzeżeń, ale mogę je policzyć na palcach jednej dłoni.

do czego dążę? wszystkie te moje przemyślenia i wątpliwości skupiają się w cyklu moich snów o własnym ślubie, które mi towarzyszą już od wielu lat. zwykle taki sen zaczyna się od tego, że budzę się w/przed kościołem w białej sukni i jestem totalnie przerażona O_O no i oczywiście okazuje się że hajtam się nie z tym co chcę, albo on się nie zjawia, albo jestem spóźniona, albo nagle sobie przypominam, że dziś mam ślub, albo uciekam i wszyscy goście są na mnie wściekli a ja się wdrapuję na wysoki słup i piję wino w białej kiecce. taki sen uruchamia się u mnie albo przed lub po jakimś ślubnym foto zleceniem, albo czyimś ślubem. wczoraj był ten moment. budzę się w kościele w białej sukni i myślę sobie we śnie "kurwa, znowu ta sama akcja", ale zaraz zaraz... hajtam się z K. eeee to spoko luz ;) no i ledwo tak mówię i jeb, wszystko się pieprzy. K. spierdala sprzed ołtarza bo martwi się o Soje, które jeszcze nie przybyły na uroczystość. Wraca po godzinie i jakby nigdy nic oznajmia mi, że Sojom nic nie jest, ale jeszcze pieką bejbeczki -_- (Soje, żadnych bejbeczek nie będzie jak już, macie po prostu być!), po czym K. odbiera mnóstwo telefonów, włącza bajkę dla dzieci, generalnie robi wszystko, tylko się ze mną nie hajta. Myślę sobie, kuuuu**wa ja tu się zgodziłam przecie, a on ma to w dupie. cóż w końcu jakoś dochodzi do ślubu. okazuje się, że ja nie mam transportu na wesele, a K. jedzie z jakimiś kumplami. po drodze mają wypadek, rzucają zakrwawione ciało na biały weselny obrus, a K. wyciąga telefon i komuś tam mówi zniechęconym głosem "no, już po ślubie".

budzę się i jest mi naprawdę przykro!! hmmm to chcę czy nie chcę?

Bedi - wyspałaś się?
ja - no, ale miałam straszny sen
Bedi - co ci się śniło?
ja - że się hajtam z K., a on jest strasznym chujem!
Bedi - eee tzn. ma kształt chuja?

4 komentarze:

  1. Bo jakby w Twoim śnie K. pojawił się pod postacią wielkiego penisa to miałoby to bardzo ważne archetypowe i symboliczne znaczenie!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. poplakalam sie ze smiechu "soje jeszcze pieka bejbeczki" lahahahahahahahahhahaah:):):) bachu, no problem, jak cos to upieczemy bejbeczki dzien wczesniej i przywieziemy bejbeczkowy tort NA CZAS

    poza tym masz bardzo fabularne sny, mysle ze ten akurat jest bardzo znaczny bo odzwierciedla leki i emocje z ktorymi stykasz sie codziennie i ktore w jakis sposob obecnie determinuja Wasze zycie...

    OdpowiedzUsuń
  3. no... Wasze bejbeczki zdeterminowały Nasze życie ;)

    Bedi (Wazi) ... hmmm ten, no tak, także ten,... nie wiem jak to wyrazić, zatem napiszę tylko: muahahahahahahha! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę nie wiem o co tyle zamieszania, przecież wróciłem ;-)

    OdpowiedzUsuń