niedziela, 7 października 2012

gdybanie

czy jeżeli ciało zostaje spalone to rodzinnie jest lżej znieść śmierć bliskiej osoby?
tak właściwie stwierdził D.
ja nie wiem.
wiem jednak, że jest coś "dziwnego" w czyszczeniu nagrobka Taty. tak jakbym nad Nim stała i rzeczywiście myślę, że On tam jest, kilka metrów pode mną.
coś "dziwnego" dziś poczułam, jak sobie to uzmysłowiłam (często to robię). nie wiem jak to opisać, ale najlepiej pasuje mi słowo "miłość"... zwykłe wycieranie drewnianego krzyża przerodziło się w miłość do tej rzeczy, a raczej do tej całości, którą ta rzecz stanowi.

często myślę o tym, co by było gdyby Leszek dalej żył. i czasem boję się o tym myśleć - bo w pewnym sensie może nie wypada. z drugiej strony co się zdarzyło nie wróci i po fakcie można sobie gdybać, ale nigdy stawiać na szalę. zatem chcę to napisać, aby się uwolnić i z tą myślą pogodzić...
gdyby to wszystko się nie zdarzyło zapewne byłabym teraz we Wrocławiu na 3 roku (nie drugim) studiów doktoranckich. Leszek remontowałby sobie spokojnie dom, a Henia wymyślałaby dla Niego coraz to nowsze zadania. nie byłabym częstym gościem w domu, może raz na miesiąc, na dwa. Może bym kogoś poznała we Wrocławiu, a może i nie. w każdym razie byłabym w zupełnie innym momencie mojego życia, myślę, że gdzieś wcześniej niż teraz.
teraz wiele jest już za mną. więcej wiem. jestem gotowa do pewnych kolejnych kroków.
a myśl, która mnie przeraża to przede wszystkim, że gdyby Leszek żył to nie byłabym z K.

"Nic nie dzieje się z przypadku" /Paulo Coelho/

1 komentarz: